WymyWammy i stand-up w 1138

Wiktoria Raczyńska
,

Tym razem w 1138 przed stand-upem wystąpił teatr improwizowany w składzie: Agnieszka, Kasia, Jagoda, Gosia i Ala, czyli WymyWammy. Po nich na scenę wszedł Błażej, Vitali i Karol z Bękartów Stand-upu z Warszawy, a między nimi pojawiał się i znikał Szymon.

Dziewczyny zaprezentowały wachlarz swoich umiejętności improwizatorskich w takich grach jak 1, 2, 3, 4, 5, rewolwer, czy replay. Nie sposób wymienić wszystkich. Już podczas rozgrzewki niektórzy wymiękli, gdy w zabawie o nazwie „Tak, zróbmy to” mieli poklepać sąsiada po głowie. W szeregach publiczności dało się słyszeć: „Ja idę do kibla”.

Nigdy byśmy też nie podejrzewali, że można ze sobą spójnie i logicznie połączyć mycie zębów, próbę samobójczą, pierwszą komunię świętą i wyścig konny. A piosenka w pociągu na trzy akordy „Nie mamy biletu, może wyjdziemy do klozetu” wybrzmiała wielu słuchaczom dość znajomo.

W kolejnej grze dziewczyny miały połączyć ze sobą słowo „taa”, Królewna Śnieżka, Houdini, „nie mam pomysłu” i klasztor. Furorę zrobiła Królewna Śnieżka specjalizująca się w robieniu lodów i siostra przełożona marząca o tym, aby wymoczyć z księdzem szpyty, a szczególnie duży palec u lewej nogi.

Do następnej gry potrzebne były sugestie publiczności dotyczące tego, co ich trapi. Na podpowiedź jednej z dziewczyn, że może to być wyłączenie prądu, wrastający paznokieć, ktoś z sali krzyknął – zjednoczenie prawicy! – co przyjęto gromkimi brawami.

Następne scenki rozegrały się kolejno na stacji kosmicznej, w ubojni drobiu, basenie i meczecie. Należało podtrzymać konwersację, zadając sobie jedynie pytania. Miłym zaskoczeniem okazali się dwaj ochotnicy, szczególnie pan z burzą blond loków na głowie (na zdjęciu), który radził sobie wyśmienicie.

Tym razem na pierwszy ogień stand-up Bydgoszcz poszedł Błażej. Podziwiamy go za nieugięte parcie na tę małą bydgoską scenę, wykonaną w nowej siedzibie 1138 na Wełnianym Rynku 11 zapewne z ekologicznych materiałów. Błażejowi tym razem udało się więcej niż zwykle – w sumie trzy dowcipy: o przygotowywaniu się trzy lata do matury – w zawodówce, o tym, że Brazylii na początku tak dobrze szło, bo grała z wysuniętym Fredem i o tym, że on sam ma coś z Ronaldo, bo też dostał angaż w Realu. I w przeciwieństwie do Ronaldo ma kontrakt na czas nieokreślony i trzech bramkarzy. Błażej wciąż, niestety, tkwi w przekonaniu, że patentem na sukces jego stand-upowego występu jest użycie (a nie sposób, w jaki to zrobi) słowa kuśka, masturbacja, czy trzepanie gruchy.

Vitali Silitski mówił z kolei o łapówkach i korupcji na Białorusi. Niezłe. Może dlatego, że bez tylu „przerywników” i masturbacji – o niebo lepiej. Udał mu się też dowcip o pani z biura obsługi klienta Play, która zadzwoniła do niego o 22.00, aby przedłużyć umowę na niekorzystnych warunkach. Przykre było natomiast to, że Błażej znając kolegę od dawna „pomylił” go z Ukraińcem. Przypadek?

Karol Modzelewski z Bękartów Stand-upu z Warszawy opowiedział nam natomiast o swojej pierwszej pracy w sexshopie. Ponieważ zaglądało tam niewielu klientów, w wolnych chwilach urządzał wyścigi wibratorów. Problem polegał na tym, że nie brały wirażu. Potem było jeszcze o pająkach, kolędzie i o tym, w jaki sposób można wkręcić księdza, że domownicy są opętani – nie zdradzę – ale było przezabawnie. Brawa były też przy dowcipie o szukaniu motywacji do biegania i o menelu-mentorze, czyli melentorze.

Aż strach natomiast powiedzieć coś o Szymonie Andrzejewskim, bo… ciężko znosi krytykę. I teraz nawet jakby się chciało pochwalić, to… też strach.

Reklama