W Muzeum Kanału Bydgoskiego statki naszej młodości

Wiktoria Raczyńska
,

Zdjęcia gromadzone latami, perełki wyszukiwane w archiwach, mozolnie budowane miniaturki cieszących się ogromną popularnością wśród bydgoszczan holowników i barek. Kawał historii wart upamiętnienia, może, a nawet koniecznie, odtworzenia. Fantastyczna wystawa w Muzeum Kanału Bydgoskiego z okazji TehoFest od 15 września dostępna dla zwiedzających.

Wystawa nosi tytuł: „Statki Bydgoskiego Obszaru Wodnego”. W syntetyczny sposób prezentuje, jak one powstawały i jak pływały po Brdzie i kanale. Bydgoszcz utrwalona na pocztówkach i fotografiach wygląda tak, jak wielu z nas chciałoby, aby znów wyglądała dzisiaj i właśnie w taki sposób służyła jej mieszkańcom. O szczegóły powstawania wystawy zapytaliśmy jej pomysłodawcę Tomasza Izajasza, kustosza Muzeum Kanału Bydgoskiego.

Wystawa to nie tylko statki…

– To też plenery tego obszaru, dzięki czemu ich wartość sentymentalna jest jeszcze większa – podkreśla Tomasz Izajasz. – Jednak wciąż, dla nas, najważniejsze dla tej wystawy jest to, co pływało po tych wodach. Licząc od samego początku – tratwy i holowniki. Jednymi z najciekawszych statków, które służyły bydgoskim przedsiębiorcom zajmującym się żeglugą śródlądową, tj. Otto Liedke’mu, Friedrichowi Bumke, a później firmie Bromberger Schleppschiffehrt F. W. Bumke i kolejnym były te, które nazywano statkami łańcuchowymi. Można je zobaczyć u nas na wystawie. Zresztą na makiecie śluzy trapezowej również. Kolejne statki, to statki tylno- i bocznokołowe. Nie zawsze mogły one zawitać do Bydgoszczy, bo na przykład bocznokołowiec „Gdańsk”, mimo iż służył u bydgoskiego armatora, nigdy do Bydgoszczy wpłynąć nie mógł. Po prostu był za duży. Przejście uniemożliwiały mu tambory, bo wraz z nimi liczył ponad 12 metrów szerokości. Do tego 44.95 m długości i mamy olbrzymi statek.

Po tym wprowadzeniu, stojąc i z zachwytem przyglądając się zdjęciom i miniaturkom statków, które doskonale kojarzymy, przechodzimy dalej.

– Poza nim, pływał też „Malbork”, ale to nie wszystko. Na naszej wystawie mamy też zdjęcia „H.P. Drwęcy” czy „Goplany”. To były pierwsze statki napędzane łopatami – wyjaśnia kustosz. – Kolejne statki posiadały już napęd śrubowy. Pierwotnie zaopatrzone były w silniki parowe, później napędzane, na przykład, mazutem.

Takie modele, w skali 1:50 znajdują się właśnie na wystawie w Muzeum Kanału Bydgoskiego.

– Jednym z nich jest najbardziej, według mnie – bydgoski statek, holownik „Konrad”. Po pierwsze, został wybudowany w Bydgoszczy, po drugie do końca swojej kariery służył właśnie u naszych armatorów. Obok niego znajduje się statek, który dobrze znany jest większości bydgoszczan – „Elbląg” – czyli nasza MS „Bydgoszcz” – wskazuje fantastyczne zdjęcia i modele Tomasz Izajasz.

Kolejny statek na wystawie to również ciekawostka – „Wisła”, który bardzo często pojawia się na pocztówkach. To nim właśnie płynął prezydent Stanisław Wojciechowski w 1924 roku. Na takim statku można było zobaczyć dużo więcej ludzi niż dzisiaj. Mieścił ponad 100 osób. W ciągu tygodnia holowniki holowały barki, ale w weekendy niejednokrotnie przeobrażały się w statki pasażerskie.

To są fantastyczne zdjęcia, które pokazują, że bydgoszczanie faktycznie spędzali czas na wodzie.

– Dokładnie – przyznaje Tomasz Izajasz. – Te statki, jako pasażerskie, dopiero w weekendy mogły się przyozdobić i wtedy zabierały ludzi do restauracji do Brdyujścia, w stronę Kanału Bydgoskiego do Nakła, na wschód do Torunia, mamy na zdjęciach statki cumujące przy nabrzeżu Chełmna. One wszędzie tam mogły zabrać ludzi.

Tym najbardziej wspominanym przez bydgoszczan, z racji tego, że pływał jeszcze do niedawna, (ostatni rejs miał w 1991 roku) jest oczywiście „Ondyna”, przywołująca wiele wspomnień. Jej bliźniaczka „Wanda” pływa czasami z Bydgoszczy do Torunia.

– Te wspomniane przeze mnie holowniki holowały barki – opowiada dalej kustosz. – Jedną z nich jest barka „Lemara”. która również znajduje się na szlaku TeH2O i dzisiaj można ją zobaczyć. Została wybudowała w 1937 roku. Często zaskakujące wydaje się jej zestawienie z holownikami i późniejszymi barkami. Gdy prezentowałem tę wystawę tam właśnie, podszedł do mnie syn właścicielki i mówi: Wiesz co Tomek, ale to chyba nie jest dobrze zachowana proporcja 1:50? Ona jest trochę za wąska. Ja mu na to: Przynieś miarę. Sprawdziliśmy. Wszystko się zgadzało.

Po prostu jest dłuższa i węższa niż na oko nam się wydaje?

– Ona ma zaledwie 4,87 metra szerokości, ale gdy ją sobie porównamy z późniejszymi barkami, „Ellą” czy motorową BM 500, widzimy olbrzymią różnicę. Barka Ella jeszcze istnieje, stoi na torze regatowym w Brdyujściu – przypomina Tomasz Izajasz. – Po II wonie światowej te holowniki się zmieniały, jednym z nich jest HM 300, nazywany „Noteć”. To ten sam typ, co nasz „Władysław Łokietek”. Czasami nazywane one były bombowcami – jak się można domyślić, nazwę zawdzięczają huczącym silnikom.

Przy okazji TehoFestu, bydgoszczanom prezentowana jest również publikacja „Od Kanału Bydgoskiego do Kanału Finow”. Monografia wydana przez Tomasza Izajasza wraz z Dominiką Muszyńską-Jeleszyńską i Żanetą Marciniak pokazuje drogę wodną od Wisły aż do Kanału Finow. Książka składa się z licznych zdjęć archiwalnych Kanału Bydgoskiego, miejsc na drodze Odra-Wisła, na Noteci i Kanale Finow nigdy jeszcze u nas nie publikowanych.

Skąd ta inspiracja?

– Podjęliśmy współpracę ze stowarzyszeniem Kanału Finow – tłumaczy Tomasz Izajasz. – Kanał Bydgoski i Kanał Finow mają bardzo podobne korzenie – zostały wybudowane przez tego samego władcę Fryderyka II Hohonzollerna, uwiecznionego u nas na mozaice. Po obu obiektach hydrologicznych pływały podobne statki. Nasza barka „Lemara”, to nie „berlinka”, jak wszyscy twierdzą, tylko właśnie barka typu Finow-Masskahn. W tej publikacji zależało nam, aby uwypuklić tę bliźniaczość dwóch kanałów, po dwóch stronach Noteci i Warty. Ponadto łączą one bardzo ważne drogi wodne: Kanał Bydgoski – Noteć i Brdę, przez to Wisłę i Odrę, a Kanał Finow – Hawelę z Odrą, co daje nam możliwość pływania na zachód. Dzisiaj Kanał Finow zastąpiony już jest Kanałem Odra-Hawela, zdecydowanie nowszym, a jednak wciąż użytkowanym turystycznie. Warto byłoby pokazać go włodarzom miasta – jak dzisiaj po starym pięknym kanale, jeszcze XVIII-wiecznym można pływać. Obecnie podróż z Bydgoszczy, przez Wisłę do Odry, możemy sobie tylko wyobrazić, bo śluza Okole jest nieczynna. Nasz kanał wymaga remontu. Ten remont już wkrótce się rozpocznie, ale będzie trwał stosunkowo długo. I to nie jest nieuzasadniona obawa. Na to, aby ponownie popłynąć z Wisły do Odry będzie musieli poczekać kilka ładnych lat. Duża szkoda. Mam przynajmniej nadzieję, że śluzy zostaną tak wyremontowane, że przez kolejne 100 lat będzie można pływać bez przeszkód.

Europejskie Dni Dziedzictwa w Kujawsko-Pomorskiem i Muzeum Kanału Bydgoskiego, 16 września (sobota), o godzinie 15.00, zapraszają na promocję albumu „Od Kanału Bydgoskiego do Kanału Finow”.

Reklama