Tramwaj pełen kwiatów i motyli

Wiktoria Raczyńska
,

Raz zrobimy kwiat, innym razem motyla. Z filcowanej wełny możemy wykonać rzeczy, które potem przypniemy agrafką do bluzki, żakietu czy innej garderoby, lub też nafilcujemy bezpośrednio na materiał, na przykład beret, czy torebkę. Takich sztuczek uczono w Zabytkowym Tramwaju na Długiej 43.

– Studiuję na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu rzeźbę i grafikę, a wcześniej uczyłam się w Liceum Plastycznym w Bydgoszczy. Już wtedy zaczęłam się interesować różnymi technikami tworzenia rzeczy użytkowych w domu – opowiada nam Barbara Kuberska, prowadząca warsztaty. – Najpierw był decoupage, a potem filcowanie. Gdy dopadła mnie angina, włączyłam sobie kurs filcowania na Youtube. Za tym poszła praktyka. Na początku nie wychodziło, ale z biegiem czasu opracowałam własną metodę.

Dzięki uprzejmości Katarzyny Hojan-Sitkowskiej mieliśmy już okazję poznać metodę filcowania na mokro (Regionalne odkrycia: „Przyodziej się w sztukę” – przyp. red.). Tym razem w Zabytkowym Tramwaju na stolikach znajdujemy gąbki i specjalne igły z haczykami.

– Takie igły możemy kupić w pasmanterii. Woreczek wełny w różnych kolorach kosztuje 6.60 zł. Taka ilość wystarczy na około 4-5 broszek. Możemy w ten sposób tworzyć oddzielne rzeczy – takie jak broszki lub filcować bezpośrednio na materiale – rękawiczkach czy berecie. Im dłużej filcujemy, im więcej nakłuć, tym mniej się będzie taka wełna z biegiem czasu mechaciła, a to najważniejsze. Im bardziej włókna są poplątane, tym materiał jest trwalszy – podkreśla Barbara Kuberska. – Naukę najlepiej zacząć od płaskich elementów, a dopiero z czasem przechodzić do przestrzennych.

– Są trzy rodzaje igieł. Gruba jest do wyrabiania, średnia jest do tego, aby nadać lepszy kształt, a cienka do szczegółów – dodaje Natalia Duczek, która zjawiła się w Zabytkowym Tramwaju, aby nauczyć się czegoś nowego, bo filcowania już wcześniej próbowała.

– Kiedyś zaczęłam rysować zwierzątka, które chciałam uszyć. Pół roku temu dostałam kotka od koleżanki zrobionego z filcu. Zaczęłam od metody filcowania na sucho, ale mi nie szło. Igły powbijałam sobie w palce. Jednak nie chciałam się tak łatwo poddać, zaczęłam od początku. Tym razem z naparstkiem. I wtedy znalazłam te rysunki sprzed paru lat. Pierwszego zwierzaczka wstawiłam do Internetu i wtedy znajomi zaczęli je u mnie zamawiać. Spodobało się, więc zainwestowałam. Zaczęłam je robić z wełny marynosów – trochę droższej. Niestety, musiałam przerwać tę przygodę przez kontuzję ręki. Przyszłam tu, aby nauczyć się innej metody. Kwiatków jeszcze nie robiłam. Na pewno przyda mi się to w przyszłości. Mam nadzieję, że tych warsztatów będzie więcej.

– Zaobserwowaliśmy trend, który polega na tym, że ludzie chętnie spędzają czas wspólnie własnoręcznie wykonując różne przedmioty użytku codziennego oraz różnego typu ozdoby. Chcą tym samym stworzyć coś w 100 procentach swojego. Filcowanie to jedna z metod uzyskania niespotykanych przedmiotów, elementów garderoby czy biżuterii, która staje się powoli bardzo popularna – przyznaje Łukasz Bernacki, który te warsztaty zorganizował. – Uwagę przykuwa nie tyle kształt lecz sposób i technika ich wykonania. Dlatego były to pierwsze warsztaty w cyklu „Home made”, które zaplanowaliśmy w Zabytkowym Tramwaju na Długiej 43. Kolejne już za dwa tygodnie – 9 sierpnia z decoupage.

Na sobotnich warsztatach pojawiły się też osoby, dla których filcowanie to nowość. Okazało się, że to nie taka trudna sztuka.

– Chciałyśmy nauczyć się czegoś nowego. O filcowaniu opowiadała mi babcia, która jest krawcową, a koleżankę zaprosił ktoś ze znajomych na Facebooku. Są wakacje, więc zajrzałyśmy. Wydawało nam się, że będzie trudniej, a to jest dosyć łatwe i może to być fajne zajęcie na lato. Kupimy sobie takie igły i spróbujemy w domu zrobić motyla i misia – mówią zgodnie Klaudia Figiel i Wiktoria Gruszka.

Z ogromną przyjemnością wszystkie panie powitały też w swoim gronie tatę z synem. Tata postanowił zrobić kwiat dla żony, a syn – po męsku – wąsy.

– Ja będę nosił te wąsy – i mój brat, i tata, bo ma już okulary i te wąsy będą mu pasowały – przyznał zapytany przez nas o pomysł na swój wyrób Wojtek Tomczak.

Reklama