To działa tylko w jedną stronę

Tomasz Welcz
,

Informacja o tym, że sądowa korespondencja będzie do odebrania w kioskach, obiegła media i była podawana raczej w humorystycznym tonie. Takiego żarciku, który nasz wymiar sprawiedliwości, ze względów oszczędnościowych, zafundował spragnionemu otrzymywania sądowej korespondencji społeczeństwu. Bo rzeczywiście trąca trochę „Misiem” Barei z kultową scenką i tekstem „No co pan, to jest kiosk, ja mam tu mięso”.

Ja tam się specjalnie prezesowi Polskiej Grupy Pocztowej nie dziwię, że zapewnia, iż dołoży wszelkich starań, aby wywiązać się z kontraktu. Też bym zapewniał, gdyby mi ktoś dał pół miliarda. A co tam, ja nawet wierzę, że wszystko będzie działać bez zarzutu.

Niepokoi mnie co innego. Wychodzi mianowicie na to, że korespondencyjny kontakt sądu czy prokuratury ze społeczeństwem działa tylko w jedną stronę – to znaczy z sądu do obywatela. Załóżmy, że zdarzyło się komuś popaść w konflikt z prawem. Sąd orzekł co prawda, że bez kary się nie obędzie, ale ze względu na przepełnienie w zakładach karnych (co nie jest niczym dziwnym) odroczył jej odbywanie. Ale przychodzi taki moment, że listownie powiadamia delikwenta, że niestety, powinien w wyznaczonym terminie stawić się w zakładzie karnym. Ten, świadom swojej winy i nieuchronności kary, przygotował już sobie nawet szczoteczkę do zębów, ale jak to w życiu bywa, poważnie zaniemógł na zdrowiu. Sił mu wystarczyło na doczołganie się do kiosku w celu odebrania wezwania, ale o tym, żeby siedzieć w zakładzie karnym, nie ma mowy. Pisze więc do sądu list z prośbą o kolejne odroczenie kary, aż powróci do pełnej sprawności. Ciekawe, gdzie on ten list pójdzie wysłać? Do kiosku? Nie, tam się będzie tylko odbierać przesyłki. Stawiam na najbliższy urząd pocztowy. A tam już się postarają, żeby sobie zrekompensować przegrany przetarg.

Reklama