Teatr jako forma buntu

Tomasz Welcz
,

Jak twierdzą sami aktorzy belgijskiego teatru Ultima Vez, w ich spektaklu „What the body does not remember” nie ma żadnej symboliki. To taniec w czystej postaci, pokaz ekstremalnej wręcz dynamiki, agresywnej fizyczności, wypływającej z każdego gestu i kroku.

Grupa Ultima Vez była gościem tegorocznego V Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Inne Sytuacje. To, że zespół ten uważany jest za legendarny, potwierdził na scenie Miejskiego Centrum Kultury.

Spektakl składa się ze scen, jakby klocków poukładanych w układy choreograficzne, czy to pary tancerzy, czy całej grupy tanecznej. Mamy więc, między innymi, zabawy z cegłami, sportową sztafetę, zabawę z piórkiem… Fascynujące, wciągające, nie pozwalające oderwać wzroku.

– Nie ma w tym żadnej symboliki, to wszystko zostało posklejane i poukładane z kawałków podczas prób – mówią o swoim spektaklu aktorzy Ultima Vez.

20150527_201659„What the body does not remember” to w ogóle pierwsze przedstawienie zespołu. Powstało ono w 1987 roku,  a więc grane jest od blisko 30 lat. – Wiadomo, w klasycznym teatrze jest scenariusz, jest muzyka. My zaczęliśmy od niczego, po prostu zaczęliśmy się spotykać, pojawiły się pomysły, było mnóstwo improwizacji, na przykład były kamienie to zaczęliśmy nimi rzucać… Wiele rzeczy odrzuciliśmy, to co zostało to jest esencja tych naszych pomysłów. Z tego powstały sceny spektaklu – tłumaczy Wim Vendekeybus, założyciel Ultima Vez.

Na początku nie bardzo wiedzieli, co chcą zrobić, ale wiedzieli, w jakim kierunku chcą podążać. Było to bardziej działanie emocjonalne, a nie sprecyzowana wiedza na temat tego, jaką informację chcą poprzez swój teatr przekazać.

Na ile ten spektakl się zmienił od tych blisko 30 lat? Czy to jest jego finalna wersja? – Wszystko jest tak samo, jak 30 lat temu, sceny, układy taneczne zostały dokładnie odtworzone. Oczywiście, pewne odniesienia są już nieaktualne, bo świat się zmienił. My też jesteśmy już innymi ludźmi, ale zdecydowaliśmy, aby w tym spektaklu niczego nie zmieniać, niczego do niego nie dodawać.

Czym dla nich jest powtarzanie od lat tego samego projektu teatralnego? – Sztuka performatywna wymaga powtórzeń, bo ona jest za każdym razem inna. A zatem każde przedstawienie jest trochę, a czasami nawet bardzo inne. To nie jest tak, że możemy to sobie odtworzyć jak na DVD, za każdym razem coś się zmienia.

Jak przyznają aktorzy Ultima Vez, tworzenie teatru jest formą buntu przeciwko temu, co nas atakuje z zewnątrz, pewien rodzaj ochrony tego, co w ludziach jest wolne. Bo teatr pozostaje jedynym wolnym miejscem, w którym można działać w sposób swobodny, nieskrępowany. – Przedstawienie teatralne nie rozgrywa się na scenie, ono rozgrywa się na widowni. To, co robimy, co pokazujemy odwołuje się do bardzo osobistych emocji ludzi, którzy ten spektakl oglądają. Te emocje mogą się pojawić niekoniecznie podczas spektaklu, ale później, po kilku miesiącach, a nawet latach – mówią.

Sztuka, jak twierdzą powinna trafiać bezpośrednio do serca, bez filtrowania tego przez mózg. Sztuka jest także stymulantem, który zmienia społeczeństwo, zmienia rzeczywistość, w której żyjemy.

Ultima Vez założył w 1986 roku choreograf, reżyser i twórca filmowy Wim Vendekeybus. Początkowo nie zamierzał zostać artystą, studiował psychologię. Zainteresował się jednak tańcem, w 1985 roku dostał się do zespołu prowadzonego przez słynnego artystę Jana Fabre’a. Ultima Vez zrealizował kilkadziesiąt projektów teatralnych.

zdjęcie czołowe: Dariusz Gackowski, MCK

Reklama