Straszny Dwór otworzy XXVI Bydgoski Festiwal Operowy

Wiktoria Raczyńska
,

W Operze Nova w Bydgoszczy trwają ostatnie przygotowania do premiery (27 i 28 kwietnia). Rok moniuszkowski przyczynił się do sięgnięcia przez tę instytucję po Straszny Dwór po raz drugi, po 25 latach. I będzie to niezwykły Straszny Dwór.

– Straszny dwór naprawdę jest straszny – przyznaje zapracowana reżyserka, Natalia Babińska (święta nie sprzyjały pracy nad spektaklem). Te ostatnie dni do premiery będą wyjątkowo intensywne. – Zmierzenie się z tą operą, która jest tak bardzo znana i wszystkim tak bardzo bliska, każdy ma względem niej już pewne szczególne wymagania, jest bardzo zobowiązujące. Zatem z jednej strony staramy się nie zawieść naszych odbiorców, a z drugiej chcemy powiedzieć coś od siebie, coś osobistego.

DSC_8348Realizatorzy stawiają na nowoczesność, ale taką, którą będzie się dobrze oglądało. Chcą, aby Straszny Dwór został odczytany na nowo, chcą nadać mu głębi, jakiejś polskiej mitologii. Tym samym Straszny Dwór ma być bardziej baśniowy niż realistyczny.

– Podobnie jak Moniuszko lubił sięgać do Mickiewicza, tutaj też można będzie znaleźć postaci z „Ballad i romansów”, nieoczekiwanie pojawia się też Emilia Plater w szeregach tańczących żołnierzy. Ten trop mickiewiczowski sprawdził nam się nadspodziewanie dobrze – przyznaje reżyserka. – W ten sposób chcieliśmy pokazać to polskie fantazjowanie, sięgnąć nawet do czasów przedchrześcijańskich, przed czym nas oczywiście Moniuszko słowami Miecznika przestrzega. Sądzę, że ta mitologiczność i szukanie takiego polskiego tropu jest czymś nowym, nietypowym, czymś czym zaskoczymy.

Nietypowe będzie również osadzenie opery w samym tylko romantyzmie. Realizatorzy zgodnie przyznają, że wymarzyli sobie XIX wiek i to taki fantasy, czyli Polskę bez zaborów. Na scenie pojawia się sam kompozytor, który właśnie tworzy Straszny Dwór.

– Wszystko co widzowie odbierają bierze się jakby na żywo z jego głowy. I w kontrze do tego, co kompozytor nam proponuje mamy – nie wprost i nie od razu – pokazaną rzeczywistość za czasów Moniuszki – wyjaśnia reżyserka. – Tymczasem on chce nie tylko uciekać w ten baśniowy świat, ale też swoim pozytywnym myśleniem, na przekór temu, co dzieje się za oknem, zmieniać ten świat na lepsze. I myślę, że właśnie ta idea bardzo przyświeca temu zespołowi, aby Straszny Dwór nas łączył, a nie dzielił. Mamy nadzieję, że wszyscy po obejrzeniu tej inscenizacji poczujemy się chociaż przez chwilę jak we wspólnym domu – podkreśla Natalia Babińska.

Ciekawe rozwiązania inscenizacyjne szykują również Julia Skrzynecka i Diana Marszałek. – Naszym wspólnym wyzwaniem było, aby pozbyć się zegara – przyznają. – Wymyśliłyśmy więc, że to wszystko jest w zegarze, że to wszystko jest pozytywką.

DSC_8366W ich wizji Moniuszko, jak każdy artysta, ucieka w świat dziecka i bawi się kurantem.

– Całe nasze założenie scenograficzne opiera się na kręcącej się płycie pozytywki w starych polifonach, która zatrzymuje się tylko raz, wtedy gdy rzeczywistość wkracza w akcję sceniczną, wchodzi kondukt pogrzebowy i mamy do czynienia z rzeczywistością dosyć krwawą, brutalną i smutną – puentują Julia Skrzynecka i Diana Marszałek.

Uczucie baśniowości potęgować będą fantastyczne kostiumy. – Będą mieniły się feerią barw – zapowiada Martyna Kander. – Doskonale opisują modę z połowy XIX wieku. Posiadają również szczątkowe elementy stroju narodowego.

Ten Straszny Dwór będzie się również wyróżniał pod względem baletowym.

DSC_8396– Pod względem choreograficznym nie jest to tylko i wyłącznie kwestia stworzenia mazura, tak jak to bywa zazwyczaj – przyznaje Anna Hop. – Mazur w IV akcie, który jest jakby punktem kulminacyjnym jeśli chodzi o taniec w tym spektaklu, temu zaprzecza. W tej realizacji zespół baletowy ma zupełnie inną rolę. Tym razem wspomagamy bardzo mocno chór, któremu pozwalamy skupiać się na śpiewaniu i na tym, aby jak najlepiej zabrzmiał. Mamy trzy duże partie taneczne i wiele uzupełniających. Napracowaliśmy się nad tym, ale zespół baletowy Opery Nova jest pod tym względem wyjątkowy, jeśli chodzi o profesjonalizm, poziom kultury i pracy. Wciąż jeszcze powstają drobne elementy, które wypełniają spektakl – przyznaje choreografka.

Piotr Wajrak, kierownik muzyczny, przekonuje, że Straszny Dwór płynie w naszych żyłach. Chce zapewnić słuchaczom perfekcyjny komfort odbioru.

DSC_8343– Kiedy wszyscy będą oglądali pomysły inscenizacyjne, jeśli chodzi o wrażenia słuchowe, muszą czuć się pewnie i bezpiecznie. To, co usłyszymy ma się wydawać czymś oczywistym, co znamy od zawsze i czymś, co jest piękne. Stanisław Moniuszko w warstwie libretta niesie wartości uniwersalne. I, tak naprawdę, to tylko od inwencji inscenizatorów zależy dobre pokazanie jego dzieł. Przykładem jest nasza „Halka”, która odrywa się od góralszczyzny i pokazuje dramat kobiety w świecie mężczyzn. W innych operach Moniuszki jest podobnie – uważa dyrygent. – On całymi garściami czerpie z polskiej muzyki ludowej. Mamy tam kujawiaka, oberka, mazura, poloneza, krakowiaka. Ten Straszny Dwór będzie cudowny, bezpieczny, znany, ale też perfekcyjnie wykonany. Muzyka Stanisława Moniuszki jest cały czas w niedoskonały sposób wydana i nie można jej, ot tak, po prostu, zagrać z nut. Wymaga mrówczej pracy, aby wydobyć z niej pożądane piękno. A ta praca jest pracą nie tylko dyrygenta, ale też współpracą całego zespołu – kończy Piotr Wajrak.

Biletów na obie premiery 27 i 28 kwietnia (sobota i niedziela) już nie ma. Spektakl można zobaczyć kolejno w czerwcu i we wrześniu, ale jego fragmenty wybrzmią już 5 maja (niedziela) podczas Wyspy Moniuszki w amfiteatrze Opery Nova.

Reklama