Sławomir Idziak: To jest wspaniały czas mojego życia

Marek Tomaszewski
,

Sławomir Idziak, znakomity operator filmowy, autor zdjęć do ponad 50 filmów, m.in. „Trzy kolory. Niebieski”, „Helikopter w ogniu”, „Podwójne życie Weroniki”, „Król Artur” czy „Harry Potter i Zakon Feniksa”, podczas Camerimage prowadził warsztaty filmowe zorganizowane przez założoną przez siebie Fundację Film Spring Open wspólnie z Fundacją Kultury Rozruch (Czarny Karzeł) oraz Moderator Inwestycje.

Przez dziewieć dni w mobilnym centrum audiowizualnym – CINEBUS uczestnicy, pod okiem opiekuna artystycznego, tworzyli krótkie filmy – od fazy pomysłu, scenariusza, przez zdjęcia, montaż i post-produkcję do dystrybucji.

Bydgoszczanie mieli okazję spotkać się ze Sławomirem Idziakiem w otwartym ponownie kinie Pomorzanin.

Zawód operator filmowy

– Dobry operator jest jak prostytutka. Brzmi to może zabawnie, ale my nie śnimy własnych snów. Zdarza się czasami tak, że pozwala nam się na więcej, ale z reguły ta wolność artystyczna jest mocno ograniczona.

Najlepiej skończyć politechnikę

– Lawina zmian technologicznych w kinie powoduje to, że ludzie działający w tej branży muszą się cały czas dokształcać. Edukacja, jeżeli chodzi o operatorów filmowych, jest niesłychanie trudna. Mam takie wrażenie, że szkoły filmowe kształcą trochę na wczoraj. Kończyłem łódzką „filmówkę” i przez pięć lat byłem kształcony w filmie czarno-białym, a pierwszy film, który zrobiłem, był kolorowy. To jest dokładnie to samo, co się w tej chwili dzieje. Dzięki jednak takim festiwalom jak Camerimage, na który przyjeżdżają najwybitniejsi operatorzy można się dowiedzieć się, jakie zmiany w tej branży zachodzą. Moim zdaniem, ci, którzy chcą robić filmy, przy takim postępie technologicznym, powinni skończyć politechnikę.

Kinowe wzruszenia

Kino Pomorzanin bardzo przypomina mi to, do którego chodziłem w Katowicach, gdzie się urodziłem. Nazywało się Rialto. To tam zrodziła się moja fascynacja tym, co dzieje się na ekranie. Teraz do kina chodzę rzadko. Tam gdzie mieszkam, a mieszkam głównie w Afryce, kina nie ma. Czasem robię projekcje na plaży i to jest naprawdę wzruszające: ocean w tle i trochę podstarzałe już kopie amerykańskich filmów… Filmy oglądam głównie na DVD.

Warto śnić i marzyć

– Działalność twórcza to przede wszystkim ciężka praca. Ale warto śnić i marzyć. Podam taki przykład. Na plenery, które co roku robię w Krakowie przyjechała Natalie Portman. Witając się ze mną powiedziała tak: „Około 25 lat temu mała dziewczynka w Ameryce poszła do kina i zobaczyła „Podwójne życie Weroniki”. Okazało się, że zafascynowała się tym filmem i dlatego zaangażowała mnie do swojego pierwszego filmu, który reżyserowała.

„Helikopter w ogniu”

– Ridley Scott to potęga. Kiedy dostałem propozycję, żeby robić zdjęcia do „Helikoptera w ogniu”, nie wahałem się ani chwili, widziałem, że muszę ten film zrobić. To była ciężka praca. Myśmy kręcili ten film w Maroku, w Rabacie – w takiej części miasta bez kanalizacji. Te helikoptery po prostu roznosiły te wszystkie nieczystości w powietrzu. Jak wracaliśmy do hotelu, to nie dość, że wyglądaliśmy jak terroryści, to jeszcze w dodatku niezbyt ładnie pachnęliśmy.

Filmowe marzenia

– Właśnie realizuję swoje marzenie: nie będę już więcej robił filmów. To jest wspaniały czas mojego życia. Myślę, że będę się koncentrował na uczeniu i jest to wspaniała rzecz móc współpracować z młodymi.

Reklama