Scena pełna cudnych szkrabów

Wiktoria Raczyńska
,

Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna na Starym Rynku w sobotę przeżyła prawdziwe oblężenie. Od wczesnego rana zaprosiła rodziców wraz z dziećmi na poranne śniadanie – pyszne kanapki, potem ciasteczka i zdrowe soki.

Zaraz po nim wszyscy śpieszyli już na bajki z rzutnika. Bardzo dużym zainteresowaniem cieszyły się warsztaty ilustracji „Magiczna skrzynka Kamishibai”, o których pisaliśmy w naszym poprzednim artykule. Kamishibai to technika opowiadania wywodząca się z Japonii, wykorzystująca kartonowe plansze z obrazkami i tekstem oraz drewnianą skrzynkę – na wzór parawanu z teatrzyków marionetkowych, w której przedstawiane są kolejne fragmenty historii, bajki lub opowiadania.

Dzieci, a za nimi rodzice biegali po piętrach biblioteki zadyszani, zmieniając tylko sale. Zapewne pierwszy raz od dawna narzekali na nadmiar atrakcji dla swoich pociech, a nie ich niedosyt. Od rana dzieci projektowały witrynę sklepową z Joanną Gusztą, autorką książki „Sklepy”, potem udały się na zwiedzanie Biblioteki Bernardynów (szczegóły w naszym artykule „Noc w Bibliotece”). Znajduje się tam najstarszy zachowany w mieście księgozbiór, którego początki sięgają schyłku XV wieku. Dzieci z otwartymi ze zdumienia ustami oglądały też pokaz oprawy książki i maszyny introligatorskie w Introligatorni przy Długiej 39. Praktycznie każde zajęcia okraszone były spotkaniem z jakąś gwiazdą literatury dla dzieci. Bawiły się i jednocześnie rozmawiały o rzeczach dla siebie ważnych z Ifi Ude, wokalistką i producentką muzyczną autorką książki „Zebra” traktującej o tolerancji, Iwoną Chmielewską, znakomitą, znaną i cenioną na całym świecie, ilustratorką książek dla dzieci. Na warsztaty plastyczne zaprosiły, m.in., Jona Jung, Maria Szczodrowska oraz Krystyna Lipka-Sztarbałło, autorka niezwykle błyskotliwej książki „Łazienkowe pytania”.

Pogoda można powiedzieć była zmienna, ale gdy na scenę na dziedzińcu biblioteki pojawiły się największe gwiazdy polskiego lektoratu, słońce wyszło zza chmur na dobre.

Mieliśmy ogromną przyjemność porozmawiać z Ksawerym Jasieńskim, jednym z najbardziej znanych w Polsce lektorów, obdarzonym charakterystycznym głosem, który czytał dzieciom wiersze Agnieszki Frączek, Izabelli Klebańskiej i Natalii Usenko.

Czy to Pana pierwsze spotkanie z festiwalem LiterObrazki?

Ależ skąd. Mieliśmy już przyjemność gościć tu poprzednio, zarówno w Filharmonii Pomorskiej, jak i Bibliotece Głównej tutaj na Starym Rynku. I bardzo miło sobie ten udział w festiwalu oboje z żoną wspominamy i chętnie tu dzisiaj wróciliśmy.

Jak dzieci reagują na czytane przez Pana bajki? Mówi się, że dziecko jest bardziej wymagającym odbiorcą niż dorosły…

To trudne pytanie. Bywa różnie. Na festiwalu, gdzie dzieci są w różnym wieku, bardzo trudno się zorientować. Dzieciom w wieku szkolnym, w pierwszej czy drugiej klasie, reagowanie przychodzi z większą łatwością, bardziej żywiołowo. Natomiast młodsze dzieci znacznie trudniej zabawić. Ja z dziećmi na co dzień nie mam specjalnie kontaktu. W ubiegłym roku podczas czytanych przeze mnie bajek i wierszy towarzyszyła nam aktorka z teatru „Guliwer” i muszę przyznać z przyjemnością, że reakcje dzieci były bardzo żywiołowe. Parę tych cudnych szkrabów wdrapało się nawet nam na scenę, usiadło sobie obok nas i słuchało obok biurka, przy którym czytałem. Nawet sobie poklaskiwali. To chyba najlepsza zachęta dla lektora, który na co dzień nie widzi swoich odbiorców na żywo.

A czy w takim razie warsztat czytania dzieciom różni się bardzo o tego dla dorosłych?

Absolutnie tak. Pewne rzeczy trzeba czytać jakby bardziej interesująco i zdecydowanie bardziej żywiołowo niż dorosłym. Czyli z większą ekspresją. Bardziej aktorsko. Dorosłemu mogę pozostawić znacznie większe pole do wyobraźni, a dziecku jednak jakby więcej muszę namalować słowami, tembrem głosu, jego modulacją.

Skąd Pana udział w takim festiwalu?

Przez kilkadziesiąt lat pracowałem dla niewidomych. To środowisko mnie bardzo interesowało. Byłem z nim bardzo związany. Bardzo dobrze to środowisko rozumiem. Stąd może ta nowość – spotkanie z zupełnie nowymi mi odbiorcami. Dlatego właśnie Bydgoszcz mnie tak zainteresowała w zeszłym roku, bo pierwszy raz w zasadzie miałem kontakt z żywą taką małą publicznością.

A wykorzystuje Pan coś z tej pracy z niewidomymi czytając dzieciom?
Tak, ale przyznam, że dzieciom do tej pory mało czytałem i mało dla nich nagrywałem. Głównie nagrywałem dla młodzieży niewidomej. I wiem jak oni reagują – niezwykle żywiołowo, szalenie się przejmują. Odbywałem z nimi spotkania jeżdżąc po całym kraju. Wiem doskonale jak niezwykle są oni wrażliwi.

Nagrywał Pan również audio buddyjskich bajek…

Tak, ale te bajki nie są dla „niedorosłych” buddystów. To są bajki, które w zasadzie przybliżają atmosferę buddyzmu dla człowieka, tłumaczą wiele rzeczy właśnie dorosłym w formie bajek. Poznałem kiedyś człowieka, który jest buddystą i to on mnie zainteresował i buddyzmem, i sposobem bycia i reagowania na świat. Stąd mój kontakt z buddyzmem. Zacząłem od niego dostawać bardzo ciekawą literaturę. I tak pewnego dnia zaproponował mi, abyśmy coś nagrali. – Naturalnie, spróbuję – odparłem. – Nie wiem, czy się będę do tego nadawał, dlatego, że to jest bardzo specyficzna i atmosfera i sposób interpretacji, ale postaram się. To jest zupełnie inna literatura. Trudno było mi się wczuć, ponieważ nie jestem buddystą. Stąd musiałem się do tego w pewien sposób przyzwyczajać.

A zmieniając trochę temat, dlaczego zgodził się Pan na udzielenie głosu do komunikacji miejskiej w warszawskim metrze?

Dlatego, że mnie strasznie denerwował ten fatalny głos, gdy jeździłem metrem. To było tak mechaniczne i irytujące, że aż trudno było usiedzieć spokojnie. Człowiek się cieszył, że wreszcie dojechał na swoją stację i już go więcej nie słyszał. I wtedy żywiołowo, podczas jakiegoś spotkania telewizyjnego ze słuchaczami powiedziałem, że ten głos jest tak fatalny, że ja bym chętnie spróbował nagrać te informacje dla pasażerów. Może byłoby to lepsze rozwiązanie. A oni szybko to podchwycili.

Rodzice i ich pociechy po krótkiej przerwie znów tłumnie pojawili się na dziedzińcu biblioteki na spotkanie z Anną Seniuk, związaną z Teatrem Narodowym w Warszawie, która mając na uwadze również najmłodszych odbiorców w Teatrze Polskiego Radia wyreżyserowała bajkę muzyczną dla dzieci „Pchła Szachrajka” Jana Brzechwy. W ramach LiterObrazków wraz z naszymi filharmonikami miała zinterpretować wiersze Brzechwy. Podróż z Inowrocławia się jednak przeciągała, ale czas oczekiwania na gwiazdę rewelacyjnie wypełnili muzycy w składzie: Marcin Gumiela – kompozytor, fortepian, Krzysztof Biernacki – klarnet, Jacek Kwaśniak – instrumenty perkusyjne oraz Nova Quartet w składzie: Wojciech Górecki – skrzypce, Przemysław Nawrocki – skrzypce, Mateusz Bocheński – altówka, Adam Szurka – wiolonczela. Podejściem do dzieci nie ustępowali najlepszym pedagogom. Tymczasem Anna Seniuk wyraźnie próbując nadrobić opóźnienie na trasie, pierwszą bajkę Brzechwy „Lokomotywa” przeczytała w tempie zakupionego niefortunnie przez nasze Polskie Koleje Państwowe Pendolino. Na szczęście dzieci szybko jej to wybaczyły. Z dorosłymi nie poszło już tak łatwo…

Reklama