Rozrachunek z Solidarnością i… teatrem

Marek Tomaszewski
,

Paweł Wodziński, reżyser spektaklu „Solidarność. Rekonstrukcja” w Teatrze Polskim, przenosi nas na salę obrad I Zjazdu Solidarności we wrześniu 1981 roku. Ten projekt to także próba osobistego rozrachunku z „rzeczywistością” dyrektora bydgoskiej sceny, którą przestaje kierować z końcem sierpnia.

Równo ustawione rzędy krzeseł, z przodu sceny prezydialny stół, nad nim i po bokach monitory, z których emitowane są autentyczne materiały filmowe ze zjazdu. Aktorzy odczytują opracowane ze stenogramów wypowiedzi uczestników zjazdu, wcielając się w role delegatów, którzy przybyli z całego świata na obrady. Są wśród nich przedstawiciele włoskich związków zawodowych, Światowej Konfederacji Pracy, Amerykańskiej Federacji Pracy.

Pomysł inscenizacyjny reżysera jest znakomity. Doskonale bowiem wprowadza widzów w klimat konferencji, pokazuje też, jakie znacznie miała Solidarność dla światowego ruchu robotniczego, który przecież nie był ruchem jednorodnym, szarpanym przez różnego rodzaju frakcje, powiązanym z ugrupowaniami skrajnie komunistycznymi.

Na monitorach pokazywane są manifestacje robotników w różnych krajach na całym świecie, między innymi, w Brazylii czy Hiszpanii. Na głównym ekranie rysowana jest mapa świata, czarnym pisakiem zamazywane są po kolei państwa, w których działa ruch robotniczy.

Aktorzy nie mają w tym spektaklu zbyt wiele do grania. Chociaż z pewnością kilka „wcieleń” delegatów to aktorski popis. Świetnie wypada w roli związkowca z Włoch Małgorzata Trofimiuk. Po włosku, niezwykle ekspresyjnie, ale także z nieco kabaretowym przerysowaniem czyta jego wypowiedź.

– Śmieszne było. Znacie włoski? – pyta publiczność na koniec. –  Ja też nie. A wiecie, o co chodzi? Przeczytałam sobie tłumaczenie po polsku. Chodzi o kryzys, inflację, bezrobocie i o to, że dobra, które wytwarzamy nie należą do ludzi. Znajomo brzmi?

Popisowo wypada także Jan Sobolewski, wcielający się w postać amerykańskiego związkowca, który nie dostał wizy do Polski. Dlatego przemawia z zapisu na kasecie wideo i jednocześnie sam z nim rozmawia.

DSC_0133Mam wrażenie, że druga część tego „performatywnego projektu teatralnego” jest już próbą osobistego rozrachunku Pawła Wodzińskiego z decyzją władz miasta i zmianą na stanowisku dyrektora Teatru Polskiego. Solidarność to tylko pretekst.

Główny temat drugiej części spektaklu to samorządność, a przede wszystkim kwestia, której na zjeździe Solidarności nie udało się związkowcom wywalczyć – wybór dyrektora zakładu przez pracowników. Pokazane są emocjonalne wypowiedzi delegatów, którzy chcą doprowadzić do tego, aby to pracownicy mogli swobodnie powoływać i odwoływać dyrektorów.

Aktorzy odtwarzają, na przykład, scenę obrad Prezydium KKP, w skład której wchodzili, między innymi, Andrzej Celiński, Jan Rulewski, Lech Wałęsa czy Jacek Kuroń, i pokazują jak oczekiwania robotników przepadły w wyniku politycznego kompromisu, zawartego z komunistyczną władzą. Zabawna i udana jest w tych fragmentach parodia Wałęsy w wykonaniu Konrada Wosika.

Wydaje mi się, że Paweł Wodziński celowo taki nacisk kładzie właśnie na tę sprawę, bo analogia aż skrzeczy.

Jak stwierdził jeszcze przed spektaklem, ten nie ma być historyczną rekonstrukcją zjazdu, a próbą przedstawienia alternatywnej wizji Polski, a także szukaniem odpowiedzi na pytanie o to, dlaczego demokratyczne idee 10-milionowego ruchu robotniczego nie zostały zrealizowane i kto to zawalił. Jedno się z pewnością reżyserowi udało: odbrązowić mit Solidarności.

Spektakl w tym kontekście się broni, mimo momentami dość łopatologicznego traktowania tematu. Twórcom spektaklu udaje się także wystawić na próbę (ale to już norma) cierpliwość widzów – spektakl trwa blisko trzy godziny. W tym przypadki ratuje nas znakomita muzyka, której autorem jest Karol Nepelski.

DSC_0157Na koniec publiczność ogląda nagrany wcześniej zapis wideo z dyskusji aktorów na temat ich miejsca w teatrze, ale także roli teatru w ogóle, jego autonomii. Pojawiają się pomysły założenia spółdzielni, stowarzyszenia, działania w ramach crowdfoundingu… Przytoczona zostaje także jedna z tez zjazdu „Solidarności”: „Kultura i oświata nie mogą być wykorzystywane do narzucania jednolitych przekonań oraz kształtowania postaw uległości i bierności”. Tyle, że te rozważania dotyczą samych twórców: aktorów, dyrektorów teatru, a widz w tej dyskusji zupełnie się gdzieś zapodział. Gdzie jest jego miejsce?

„Solidarność. Rekonstrukcja” to zwieńczenie trzyletniego programu realizowanego w Teatrze Polskim w Bydgoszczy, kierowanego przez Pawła Wodzińskiego. Z pewnością ten spektakl, czy raczej projekt, wpisuje się w linię repertuarową bydgoskiej sceny. W tym sezonie przedstawienia już nie zobaczymy. A w przyszłym? A w przyszłym… dyrektorem TPB będzie Łukasz Gajdzis.

Reklama