Rigoletto jako studium moralności

Wiktoria Raczyńska
,

Nie można pokazać wyuzdania bez wyuzdania – tłumaczy team Natalii Babińskiej, który przygotowuje na 18 października premierę „Rigoletta”, Giuseppe Verdiego. Przekaz ma być silny. Odważnie i ambitnie. Wyzwanie postawiono też baletowi.

To opera, która ostatnio pojawiła się jeszcze na deskach Teatru Polskiego w latach 80., gdy Maciej Figas rozpoczynał pracę w Operze. Już jako dyrektor, wielokrotnie był proszony o jej wystawienie i w końcu publiczność się doczekała. Ale czy jest zdolna do przemyśleń, do których chce skłonić ją Natalia Babińska?

IMG_3623– „Rigoletto” od dawna był w orbicie naszych zainteresowań – przyznaje dyrektor Figas. Dodając, że ma jednak pewne obawy co do tego, co dzieje się na scenie, sprawia raczej wrażenie puszczającego oko do widza. – Ja szanuję jej spojrzenie na tę sztukę – broni wizji reżyserki – i konieczność podkreślenia tego wyuzdania księcia i zohydzenia go w oczach publiczności. Z drugiej strony, widz operowy jest przyzwyczajony do pewnej konwencji. Natomiast tutaj trochę się boję niektórych scen – nie ukrywa Maciej Figas. – Nasz widz, nawet w przypadkach uzasadnionych, może nie być tym zachwycony.

– Nie można opowiedzieć „Rigoletta” bez erotyzmu w ujęciu wręcz niepohamowanym, ale wciąż poetyckim – tłumaczy swój artystyczny zamysł Natalia Babińska, reżyserka spektaklu. – I nie chodzi o to, aby na scenie zaprezentować kino w złym guście, ale tego tematu nie można wyciąć. Jeśli nie zrobimy w miarę mocnej opery, to inaczej widz tylko wzruszy ramionami. Wolę, aby pozostało w nich poczucie mocnego spektaklu niż słabego – przyznaje. – Nazywajmy rzeczy po imieniu. To jest utwór o niezdrowych relacjach miłosnych i o tym, jak te relacje doprowadzają do tragedii. W dzisiejszych czasach też, niestety, wychowuje się ludzi na takie otwarcie, a młodzież wręcz – przejrzyjmy sobie ich prasę – nakłaniana jest do tego, aby się otwierać w sensie miłosnym. O tym też jest ten utwór. Ta sztuka to raczej studium moralności – uważa reżyserka. – Dzisiaj cecha, którą, niestety, chce się u dzieci wykształcić, to spryt. Nie mówi się o honorze, poczuciu sprawiedliwości, wielkich zszarganych ideałach, które są niemodne, ale właśnie o sprycie – jak przetrwać, jak się wybić i się przy tym nie napracować.

Pierwotnym tytułem opery miało być „Przekleństwo”. Verdi z tego zrezygnował, ale to słowo pojawia się w utworze wiele razy.

– Ja do tego podchodzę inaczej – uprzedza Natalia Babińska. – Chcę, aby nasz „Rigoletto” zainspirował ludzi do myślenia. I uświadomienia sobie, że to my sami tworzymy własne przekleństwa. To jak samospełniająca się przepowiednia. Jeżeli natomiast będziemy w stanie zwalczyć w sobie te negatywne przekonania i opory, będziemy mogli rozpocząć nowe życie, bo jesteśmy dużo bardziej odpowiedzialni za naszą przyszłość niż nam się wydaje.

„Rigoletto” nie ma być osadzone ani w przeszłości, ani przyszłości – to baśń. Bo nie o czas tu chodzi, a o uniwersalność, degrengoladę społeczeństwa i brak wzorców dla młodzieży.

IMG_3614– Mam nadzieję, że to „Rigoletto” będzie przekonywające i przejmujące zarazem. Nawet w dzisiejszym świecie, który jest dużo bardziej wyzwolony, nadal ten temat budzi duże emocje – przyznaje Babińska – bo chodzi o wykorzystanie człowieka przez człowieka. I ta niesprawiedliwość, która się dzieje, budzi bardzo silny protest. Patrzymy na to i się nie zgadzamy, chcemy coś z tym zrobić. Ja bym chciała zrobić krok dalej i opowiedzieć historię o nieodpowiedzialności. Tu czas ma drugorzędne znaczenie. Koncentruję się na relacjach między ludźmi, na tym, co się między nimi dzieje. W ten sposób uzyskuję prawdę. Widz z jednej strony obcuje z utworem, który powstał już dawno, a z drugiej chce się dowiedzieć czegoś więcej o świecie, który jest dzisiaj – tłumaczy.

Tu zderzają się ze sobą dwa światy. – Pierwszy to świat szalonego, rozbuchanego, pełnego hedonizmu i perwersji pałacu księcia Mantui – mówi scenografka Diana Marszałek. – Różowa kolorystyka rodzi naturalne skojarzenia z erotyką. Nienasycony książę niejako pożera swoje otoczenie. Kontrastem do świata księcia są przestrzenie azylu córki Rigoletta. Panują tu odcienie błękitu. Ten azyl jest pełen spokoju, elementów nawiązujących do natury, to obszar wewnętrznej wolności, duchowości i głębi.

A to jednocześnie znakomite tło dla kostiumów. – W pierwszym akcie zobaczymy kostiumy dworskie przyszłości – mamy garnitury z krezami i różowy chór. Balet ubrany jest w kostiumy zwierzęce i trofea łowieckie. Na tym tle chyba kostium Gildy jest najprostszy, najbardziej związany z naturą, tak jak Diany scenografia – dodaje kostiumolożka Martyna Kander.

IMG_3630Największe wyzwanie staje chyba przed choreografem, który musiał się zmierzyć nie tylko z wizją reżyserki, scenografią, ale przede wszystkim z maskami, w których przyjdzie tańczyć baletowi.

– Wyjściem dla mnie była poetyka spektaklu – mówi odpowiedzialny za ruch sceniczny Jakub Lewandowski. – O choreografii trudno mówić, ona jest bardzo ulotna i piękna, warto przyjść i ją zobaczyć. Na pewno taniec musiał się komponować z niesamowitymi kostiumami, które dla mnie jako choreografa były ogromnym wyzwaniem, one nie są łatwe. Podobnie maska, która jest martwa – trzeba było ją ożywić. Moim zadaniem było sprawić, aby to wszystko „istniało” na scenie i było jak najlepsze.

Efekty odważnego spojrzenia na „Rigoletto” będą mieli Państwo okazję podziwiać i oceniać 18 października (godz.19) w Operze Nova. Bilety kosztują 110, 80 i 60 złotych. 19 października – druga premiera (godz. 19) –  ceny biletów 80, 60 i 50 złotych.

Reklama