Referendum nie będzie

Marek Tomaszewski
,

Referendum w sprawie odwołania prezydenta Bydgoszczy nie dojdzie do skutku. Jak poinformował na dzisiejszej konferencji prasowej poseł Paweł Skutecki (Kukiz’15) , pełnomocnik akcji  „Bruski musi odejść”, zebrano około 25 tysięcy podpisów, a potrzeba było około 30 tysięcy.

Podpisy pod referendum zbierano od początku lipca. „Wykorzystaliśmy demokratyczne możliwości, żeby zapytać bydgoszczan, czy chcą odwołania prezydenta przed zakończeniem kadencji. Blisko 25 tysięcy bydgoszczan chce inaczej zarządzanego miasta. To bardzo dużo, ale wciąż za mało, żeby doprowadzić do zmian już teraz. Z pokorą przyjmujemy decyzję bydgoszczan, żeby zmiany odbyły się w ustawowym terminie” – napisano w oświadczeniu grupy inicjatywnej akcji „Bruski musi odejść”.

Jak przyznaje Paweł Skutecki, niezebranie wymaganej liczby podpisów, trudno uznać za sukces. – Z tej przegranej potyczki wyciągamy wnioski, zebraliśmy wiele doświadczeń i informacji na przyszłość. Ruszymy z ofensywą pozytywnych propozycji dla Bydgoszczy i bydgoszczan. Zmienimy prezydenta nieco później. To nie koniec, to dopiero początek. Wojny nie przegraliśmy – oświadczył Paweł Skutecki.

Przyznał, że wynik tej akcji to porażka, ale, jak stwierdził, zostanie przekuta w duży sukces.

Podczas konferencji doszło do awantury. Przedstawiciele komitetu referendalnego przynieśli do komisarza wyborczego protokół zniszczenia list z podpisami mieszkańców. Zdaniem radnych PO Jakuba Mikołajczaka i Mateusza Zwolaka, którzy przysłuchiwali się konferencji, mieszkańcy Bydgoszczy zostali oszukani.

– Nie będziemy mówili, że przyszliśmy tu przypadkowo. Jesteśmy zaniepokojeni tym, co się stanie z danymi wrażliwymi mieszkańców. Na dole karty z podpisami jest informacja, że  wszystkie listy zostaną dostarczone do komisarza wyborczego, a nie zniszczone – powiedział Jakub Mikołajczak.

Przedstawiciele komitetu referendalnego zarzucili im kłamstwo.

– Te dwa miesiące zbierania podpisów, to była gra nie fair wszystkich tych, którzy tę akcję organizowali. Pan Dzakanowski i pan Skutecki przede wszystkim myśleli o sobie, chcieli się wypromować – stwierdził prezydent Rafał Bruski.

Dodał, że nie wierzy, aby tych podpisów było 25 tysięcy. – Według moich informacji było ich dużo mniej. Nie dziwi mnie, że pokazano protokół zniszczenia, gdyby ktoś miał odwagę, to pokazałby te listy z podpisami albo zaniósłby do komisarza – powiedział prezydent.

Reklama