Radykalne poglądy wymagają radykalnych sprzeciwów?

Wiktoria Raczyńska
,

Druga premiera Teatru Polskiego w Bydgoszczy w tym roku jeszcze się nie odbyła, a już wywołała sporo kontrowersji. Zagwarantowała sobie tym sposobem nadkomplet widowni na premierze. Bo któż by nie chciał sprawdzić, jak do kontrowersyjnego kazania o uchodźcach proboszcza parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa z placu Piastowskiego, ks. Romana Kneblewskiego odniesie się teatr.

„Bóg w dom” to kooperacja trojga twórców – Mirosława Wlekłego, reportażysty Dużego Formatu, Katarzyny Szyngiery, reżyserki i Grzegorza Niziołka, dramaturga. Przy czym ten ostatni nie towarzyszył pozostałej dwójce w podróży jesienią ubiegłego roku do Francji i Belgii. Katarzyna Szyngiera i Mirosław Wlekły udali się tam po zamachach z 13 listopada 2015 roku. Zarówno we francuskiej dzielnicy Saint Denis, jak i brukselskiej Molenbeek-Saint-Jean, uważanych za największe skupisko radykalnych muzułmanów, pytali o terrorystów, strach przed nimi i co to jest dżihad.

Strach? – powtarzają po reporterach Paule i Renee (Beata Bandurska i Martyna Peszko) już na scenie wcielając się w parę przechodniów – Nie, proszę pani, strach nic nie daje. To mija.

1-16904763_1335593646498740_8446323408745499079_o– Trzeba się bronić. To wszystko – uważa natomiast pewna księgarka. O muzułmanach, którzy urodzili się już we Francji, lefebryści mówią, że siedzą pomiędzy dwoma krzesłami – tolerancyjnym społeczeństwem francuskim a zupełnie nietolerancyjnym islamem – w końcu będą musieli wybrać. – Ja zawsze noszę krzyżyk. Nie chcę się bać. Ale są tacy, którzy już nie noszą, bo się boją. Francuzi się boją – słychać w jej głosie autentyczny strach (ponownie Beata Bandurska).

Z ogromnej liczby spotkań, rozmów, nagrań, Katarzyna Szyngiera, Mirosław Wlekły i Grzegorz Niziołek wybrali cztery reprezentujące różne światopoglądy. Pierwsze, z Paule i Renee zainscenizowano przy płocie oddzielającym ulicę od chodnika i sklepów, nieopodal teatru Bataclan, gdzie terroryści zastrzelili ponad 90 osób, drugą, z Sophie, przed kościołem. Do dwóch kolejnych wprowadzają filmy z rozmów z Redouane Ahrouch, radnym z partii Islam z Belgii oraz z M. Lhaj Thami Breze, odpowiedzialnym za edukację w Unii Organizacji Islamskich we Francji, które nagle zostają przerwane, a w ich postaci wcielają się już na scenie aktorzy teatru. Rozmowa trwa dalej.

– W Europie jest dużo muzułmanów. Polska nie jest w Europie. Jest w Europie, ale historia Polski to nie historia Europy Zachodniej. (…) Teraz to wy jesteście bastionem chrześcijaństwa – mówi dwóch szyitów. Redouane przejawia tak radykalne poglądy, że reporterka odmawia dalszego tłumaczenia pytań. – Kiedy Europa, Belgia zrozumie, że islam nie ma nic wspólnego z Bliskim Wschodem, to im ulży – uważa radny (w tej roli niezwykle przekonujący Maciej Pesta). (…) I kiedy naród belgijski zrozumie, co to jest prawo, zapragnie tego (naszego) prawa.

Cała dyskusja toczy się jakby na ringu, co pewien czas słyszymy gong, kółka pod krzesłami ruszają, rozmówcy zajmują kolejne narożniki.

1-16819133_1335591796498925_1327231730216235278_o–  Nie na nas spada odpowiedzialność za terroryzm. Nie jesteśmy organizacją fundamentalistów. Jesteśmy organizacją nowoczesną. (…) Jeśli Polacy boją się muzułmanów, to znaczy, że zrobiliśmy za mało – twierdzi z kolei, wzięty w krzyżowy ogień pytań M. Lhaj Thami Breze (UOIF).

Każda z tych rozmów, toczy się w innym otoczeniu, choć każde spotkanie scenograficznie jest bardzo ubogie. Nad głowami widzów siedzących na głównej scenie, po trzech stronach rozwieszone są trzy ekrany, na których widzimy fragmenty filmów, a w pewnym momencie również własne reakcje. Do tego teatr akurat zdążył nas przyzwyczaić. Scenografię zastępują obrazy ulic paryskich, belgijskich, metra. Jedynym solidnym elementem dekoracji jest ołtarz i ławy kościelne, które później stają się również czymś na podobieństwo stołu konferencyjnego.

Wracając do ołtarza, bo od tego wszystko się zaczyna… Fragmenty kazania ks. Romana Kneblewskiego wygłasza, a właściwie wykrzykuje Paweł L. Gilewski. I, jakby na to nie patrzeć, przyznając rację, a właściwie konieczność odniesienia się do tego skandalicznego kazania przez twórców spektaklu, mimo wszystko nie czuję potrzeby dodawania rozgłosu jego poglądom, nie czyniłabym też z niego „twarzy” Kościoła w Polsce. Tym bardziej że trwało 10 minut i pochodzi sprzed 1,5 roku.

Podobnie rzecz się ma z odśpiewaniem przez Martynę Peszko litanii na podstawie nagrania znalezionego na cda.pl. Doceniam głęboki research przeprowadzony na cele przedstawienia, ale treść utworu, choć to za wiele powiedziane, ponownie rozsławia, zamiast blokować treści obelżywe i karygodne, które nie tyle stworzyli radykałowie, co zwykli debile, na stronie, której treści w ogóle pozostawiają wiele do życzenia.

Cel, oczywiście, został osiągnięty, publiczność czuje oburzenie, wręcz obrzydzenie – aktorzy nie unikają najbardziej wulgarnych słów – część z nich przyznaje jeszcze na konferencji, że grała wbrew swoim osobistym poglądom, co stanowiło dodatkowe wyzwanie dla ich gry aktorskiej.

– Jesteśmy obecnie w sytuacji intensyfikacji hegemonii narodowo-katolickiej w Polsce – uważa Bartosz Frąckowiak. – I ten spektakl jest też mocnym gestem sprzeciwu wobec tej sytuacji. Stąd temat radykalizmu nie nawiązuje tu jedynie do radykalizmu islamskiego, który kojarzymy zazwyczaj z terroryzmem, a dotyczy w równie wielkim stopniu radykalizmu katolickiego.

– Mamy nadzieję, że ten spektakl obudzi w widzach świadomość, że do tego trzeba się ustosunkować – uważa Martyna Peszko – do tego, co się dzieje w Europie, do radykalizmu w islamie, do języka nienawiści, agresji, tak jawnej i dozwolonej w naszej przestrzeni. My, Polacy, oczywiście się na to nie zgadzamy, ale też nie reagujemy. Trzeba obudzić w sobie ten dobry radykalizm.

– Liczba muzułmanów o radykalnych poglądach okazała się naprawdę nieznaczna – mówi Katarzyna Szyngiera, reżyserka spektaklu jeszcze przed premierą. – Chodziło nam więc bardziej o skonfrontowanie przekazu medialnego w Polsce, z tym, co jest tam, niż o porażkę samego reportażu. Bo tu nie było do czego docierać.

Do Syrii wyjeżdżają głównie młodzi ludzie, bez perspektyw, bez przyszłości. Trudno oczekiwać, że terrorystę spotka się na ulicy przypadkiem albo w formalnych organizacjach islamskich współpracujących z rządami państw europejskich. Ale już dużo łatwiej, zakładając fikcyjne konto na Facebooku, z obcobrzmiącym nazwiskiem i wskazaniem, że ma się pomiędzy 17 a 19 lat. „Rekruterami” na dżihad bywają studenci. Ci „bojowników” szukają na przykład wśród chłopców, grających online w gry wojenne – gdyby nie czujność mojej koleżanki, nie wiem, co stałoby się z jej synem.

Paweł Wodziński, dyrektor teatru, przyznaje, że praca nad spektaklem rozpoczęła się półtora roku temu i do dzisiaj sytuacja się jeszcze bardziej zradykalizowała. – Mieliśmy do czynienia z aktami przemocy też tutaj w mieście. Na szczęście, spotkały się one z dość mocnym sprzeciwem społecznym i władz miasta, co jest dość chwalebne (w kontekście wypowiedzi Martyny Peszko) – przyznaje.

Miło, że dyrektor chwali władze miasta, ale zastanawia mnie – czemu ma się ten spektakl przysłużyć – uświadomieniu nam, że należy wyraźnie rozróżnić muzułmanina od radykała? Każdego powinno się najpierw poznać, aby móc ocenić – to prawda niezbita, ale mamy ich zapraszać na siłę – oni wcale nie chcą u nas zostać. Polska jest dla nich krajem tranzytowym. I to nie kwestia naszej religii, tylko niskiego socjalu.

Teatr Polski w Bydgoszczy właśnie zaprezentował sztukę, o treściach dzisiaj już dość oczywistych, o mniejszości narodowej stanowiącej 0,1 procent ludności Polski. To nie jest próba zbagatelizowania, czy zmarginalizowania problemu. To pytanie o skalę odbiorców, z czym teatr ma nie od dzisiaj problem. Ludzie równie bardzo nie lubią przeintelektualizowania, co łopatologicznego tłumaczenia zagadnień poruszanych na scenie. Gdy jest mowa o tym, co byś zrobił gdyby prawo nakazywało ci chodzić nago po ulicy nie muszę oglądać przechodzącej przez scenę nagiej Martyny Peszko. Ponadto teatr bardzo krytycznie w spektaklu odnosi się do upolitycznienia Kościoła, z drugiej strony, instrumentalnego wykorzystywania religii przez polityków, czy więc analogicznie, w tej sytuacji, sam nie powinien zająć się jedynie sztuką?

zdjęcia: Monika Stolarska

Reklama