Podobno zawyżam poziom

Tomasz Welcz
,

„Jesteś lekiem na całe zło”, „Jutro zaczyna się tu sezon”, „Deszcz w Cisnej”, „Kołysanka” – te utwory i wiele innych na trwałe zapisało się w naszej pamięci. Krystyna Prońko wystąpiła w Toruniu podczas koncertu Fundacji „Serca Bicie”, poświęconego pamięci Andrzeja Zauchy.

Pani piosenki cały czas są obecne w stacjach radiowych…

Naprawdę…?  Nie słyszałam, ale może to dlatego, że nie słucham radia.

… I zderzają się często z taką muzyczną papką…

To jest wyłącznie radiowa papka. Na tym to ma polegać, szczególnie w komercyjnych stacjach, że się gra byle co, byle jak, byle nie przeszkadzało w reklamach, a w zasadzie stanowiło do nich tylko dodatek. Nie jest to jakaś działalność, która ma rzeczywiście coś z sobą nieść, ja już nie mówię co, ale powinna dostarczać jakieś wartości artystyczne.

Ale jednak te stacje radiowe kształtują gusta Polaków, a także kreują młodych wykonawców, często są to „gwiazdki” jednego sezonu…

Ja się mieszczę ze swoim repertuarem w niektórych stacjach radiowych, mieszczą się tam i inni. Radio, żeby było słuchane, musi mieć i jednych, i drugich. O gustach się nie dyskutuje, one mogą być tylko dobre albo złe.

Dzisiaj nobilitacją dla wykonawcy jest udział w telewizyjnych programach takich jak „Mam talent” czy „The Voice of Poland”. Często zdarza się, że dziennikarze przedstawiając jakiegoś młodego wykonawcę, informują, że był on finalistą takiego to a takiego programu i to już wystarczy do zaistnienia na scenie muzycznej…

Jeśli powiedzą, że wykonawca brał udział w konkursie w jakiejś tam miejscowości i go wygrał, to nikomu to nie będzie nic mówiło. A telewizja ma dużo większą siłę przebicia niż mała miejscowość, w której się odbywa nawet wielki festiwal.

Tyle że dużo mniejszą rekomendacją jest, na przykład, gdy ktoś powie, że ukończył wyższą uczelnię, chociażby Pani macierzystą Akademię Muzyczną w Katowicach…

To jest żadna nowinka, to nawet, powiedziałabym, jest minus. Bo to oznacza, że się zawyża poziom i część publiczności od razu odpada. Ja usłyszałam to parę razy jako zarzut – pani znowu zawyżyła poziom. Przepraszam, że o tym mówię, ale to są fakty.

W festiwalu „Serca Bicie” młodzi ludzi mierzą się z trudnym repertuarem Andrzeja Zauchy. Podczas koncertów organizowanych przez Fundację „Serca Bicie” chętnie śpiewają jego piosenki również uznani wykonawcy. Co, Pani zadaniem, jest takiego w utworach Zauchy, że one nadal tak bardzo pociągają? 

Andrzej czuł swinga i bardzo dobrze potrafił zaśpiewać na przykład standardy jazzowe i wszystkie są swingujące. I mi osobiście to bardzo odpowiada. Ale w związku z tym jest to pewien stopień trudności. Młody człowiek, który próbuje znaleźć się w tym repertuarze, może sobie z tym nie poradzić. Z jednej strony to jest dobrze, bo oznacza, że te utwory żyją, z drugiej, są one na tyle trudne, że mogą odstraszać. Jeżeli chodzi o koncerty, to pan Krzysztof Wolsztyński stworzył grupę ludzi, która po prostu dobrze je organizuje. I to niezależnie od tego, czy jest to koncert z orkiestrą symfoniczną czy z mniejszym składem. Dobry repertuar, dobrzy wykonawcy, moim zdaniem, jest to recepta na przyciągnięcie publiczności. Niech takich imprez będzie więcej.

Reklama