Podejrzenia zastygłe w porcelanie

Wiktoria Raczyńska
,

The Silent House irańskiego Iran Saye group w reżyserii Mehdi Mashhoura wystawiony na Festiwalu Prapremier w Teatrze Polskim w Bydgoszczy, wcale nie jest taki milczący. Cisza spowija go jedynie z pozoru, bo w rzeczywistości jego mieszkańcy, aż krzyczą od wzajemnych oskarżeń, podejrzeń i drażniącej monotonii.

Powtarzalność codziennych czynności powoli doprowadza do szału, zarówno samych bohaterów – Benjamina i Minę, jak i publiczność. I to stanowi o największym sukcesie obojga aktorów – praktycznie niemy obraz, który za ich sprawą przenika na wskroś. Daje mnóstwo powodów do autorefleksji, a wręcz zawstydza, bo chyba w każdym związku nie/obecna jest chęć zrozumienia racji tej drugiej strony i zbudowania kompromisu. Znajome jest nam też nieodparte uczucie braku kontroli nad życiem, które w spektaklu tak wymownie uświadamia nam Benjamin.

Mina, w zaawansowanej ciąży, o twarzy laleczki z saskiej porcelany i robotycznych ruchach przygotowuje posiłek… codziennie ten sam rytuał. Z czasem zaczynamy sobie uświadamiać, jak bardzo znienawidzony. Podobnie jak stosunek do męża, niby pełen subtelnych uśmiechów, w które zaczyna wkradać się obojętność, wręcz nienawiść za zamknięcie w ośrodku, w oczekiwaniu na obywatelstwo. Za każdym razem, gdy wyjmuje mężowi kabel od słuchawek z telefonu a na głos rozbrzmiewa Wagner, ona zaś tańczy, jak balerina na pozytywce. Ruchy te są jednak sztuczne, z przyszytym uśmiechem, który pojawia się tylko na chwilę, gdy czuje ruchy dziecka i pryska po chwili.

Jej mąż wciąż na okrągło zadający to samo pytanie – zresztą jedno z niewielu zdań wypowiadanych podczas spektaklu. Nurtujące go wątpliwości i podejrzliwość doprowadzają go powoli do obłędu. Czy to aby jego dziecko? Napięcie narasta, akcja przyspiesza. Oboje zaczynają wyobrażać, że są w stanie zrobić sobie krzywdę, a wręcz pragną tego, chcąc uwolnić się od frustracji. W większą psychozę zdaje się popadać Benjamin, jego chaotyczne ruchy rąk, nieskoordynowane wymachy, cofanie dłoni przed dotykiem, czy mimika twarzy, a nawet ruchy języka sprawiają wrażenie, że każdy jego najdrobniejszy gest wypowiada jakieś słowa, rezygnując jednak w połowie…

Godzina wystarczy, aby dać upust swoim od dawna tłumionym emocjom. Niezwykle ciekawe są rozwiązania sceniczne, pokazujące na przykład, jak jałowe może stać się jedzenie przygotowywane codziennie w ten sam sposób, podług tego samego schematu. Gwoździe, kable, notes, bucik dziecięcy, piłeczka ping pongowa… każdy kolejny posiłek w obozie dla uchodźców smakuje dzień po dniu coraz gorzej. Jest też jednocześnie ucieleśnieniem współczesnej konsumpcji, której ulega obecnie cywilizacja. Nuda powoli zabija relacje małżonków, wdzierając się przez próg ich domu jak woda drążąca skałę… aż pryśnie strumieniem totalnej destrukcji.

Cichy dom to jednocześnie obraz wojny i jej następstw, jak również życia nieprzeżytego, mechanicznej symulacji uczuć, odczuć i pragnień, na których realizację nigdy nie miało się odwagi. Odzwierciedleniem tych problemów staje się choćby ostatni posiłek przygotowany z nabojów, które spożywa Benjamin, czy strzępy rozmowy, gdy po zadanym pytaniu natychmiast oboje zatykają sobie uszy słuchawką, nie chcąc słyszeć odpowiedzi partnera. Rezygnują w ten sposób z nawiązania jakiejkolwiek komunikacji i chęci zrozumienia się nawzajem. Być może z obawy o odpowiedź… I podobnie, jak bohaterowie widzowie również opuszczają spektakl w niemej ciszy…

Zapewne wielu z nich analizuje swoje relacje w związkach, czy aby na pewno w dzisiejszym świecie, pełnym roszczeń i kultu jednostki, posiadamy jeszcze tę umiejętność słuchania, rozmawiania ze sobą i otwartości na rozwiązywanie problemów. Nie bez powodu Mina na zakończenie spektaklu bierze do jednej ręki telefon, w którym rozbrzmiewa wciąż Wagner, w drugą słuchawki i zwraca się do publiczności wyciągając je przed siebie. Kto z was czuje się podobnie? – zdaje się pytać porcelanowym spojrzeniem.

Reklama