Oto, jak Polak się weseli

Joanna Kloska
,

Obraz Polski i Polaka wyłaniający się z „Wesela” Marcina Libera nie napełnia optymizmem. Czy naprawdę jesteśmy tylko popiołem?

Widownia zapełnia się równocześnie ze sceną. Niektórzy widzowie zostają poczęstowani ogórkami, które smacznie zagryzają, inni patrzą po aktorach w oczekiwaniu. Uczestniczymy w weselu, które jest nasze i nie nasze zarazem. Przyglądamy się z boku harcom i swawolom, których nie chcemy przyjąć za własne, ale czy jednocześnie nie odnajdujemy w sobie jakiejś części ludzkiego dramatu przedstawionego w „Weselu” w reżyserii Marcina Libera?

Dramat Wyspiańskiego został przez reżysera uwspółcześniony, ale właściwie nie zmieniono jego wydźwięku. Tekst nie został na nowo przepisany, ale okazuje się uniwersalny i aktualny po dzień dzisiejszy. W najnowszej sztuce wciąż można odnaleźć próbę rozliczenia się z narodowymi kompleksami i fobiami, a także chęć odnalezienia własnej tożsamości.

Bohaterowie raz śmieszni, innym razem tragiczni za wszelką cenę próbują stać się kimś istotnym. Chcą kochać, władać, zostawić po sobie jakiś ślad, coś, co nadałoby sens ich życiu, ale szukają po omacku. Pod początkowym płaszczykiem zabawy i uciechy skrywają popędy i emocje, którym w końcu, pod wpływem wypitej wódki czy zmęczenia, ulegają. Doskonale z ukazaniem złożoności i przemian postaci poradzili sobie aktorzy Teatru Polskiego. Na uwagę zasługuje kreacja Karoliny Adamczyk, która wcieliła się w rolę Marysi, kobiety ciężarnej, rozczarowanej małżeństwem, zmęczonej życiem. Warto także zauważyć kunszt Julii Wyszyńskiej, dla mnie wyjątkowo przekonującej zwłaszcza w momencie ogarniającej Pannę Młodą rozpaczy na myśl, że nic nie jest takie, jak być powinno, że szczęście nie nadejdzie.

Głównym językiem porozumiewania się postaci jest przemoc. Panowie i chłopi na moment zapominają o podziałach, ale nie opuszcza ich wstręt do Żyda (Jerzy Pożarowski) i jego córki Racheli (Joanna Drozda). Zamiast miłości jest gwałt, chęć posiadania i zwykły egoizm. Życzliwość jest chwilowa, odmierzana kieliszkami wypijanej wódki. U podstaw takiego stanu rzeczy kryje się ludzka słabość, niezdolność sprostania własnym ambicjom. Każdy sam męczy się z własnym dramatem, ale wszyscy przeżywają go całkiem podobnie. Taka jest Polska? Pełna urojeń, niespełnionych marzeń, a jednocześnie bardzo pokaleczona przez ciągły brak porozumienia.

Podczas wesela można się przecież zapomnieć. Można stracić kontrolę nad sobą, ale stąd już niedaleko do przekroczenia granicy. Chochoł (Magdalena Łaska) w czerni, przyczajony w cieniu, jak zły duch tylko czeka, kto pierwszy da mu sobą pokierować. Demoniczny charakter tej postaci znakomicie podkreśla muzyka. Zjawa nie zawaha się przed wykorzystaniem ludzkiej słabości, cieszy się, im większy widzi upadek. Nieporuszony długo przygląda się figurze Chrystusa Ukrzyżowanego, która bezwładnie zwisa do góry nogami. Dla mnie to znak nie tyle nawet niepotrzebny, co zorientowany na wywołanie szumu medialnego albo przynajmniej poklask obecnych, bo to przecież teraz takie modne do obśmiewania. Mityzowanie może jest i naszą cechą narodową, ale zezwólmy Chrystusowi wisieć spokojnie w kościele. Widać w tym zabiegu upadek (starych) wartości, próbę znalezienia nowego ja, głosu pokolenia, które za długo milczało, jednak nie popieram formy. Ostatecznie nie wiadomo, czy to mówi pokolenie, czy ktoś wyżej, kto steruje nim, jak chce. Naród miał walczyć, a śpi.

Z chaosu wyłania się człowiek wątpiący, człowiek, który modli się wspak, jak mu szepnie Chochoł. Człowiek zdolny do zbrodni, do zamachu na samego siebie, a wszystko to w jakimś przerażającym obłędzie, w niezdolności rozeznania czy to jawa, czy sen. Człowiek, który w ciągłym pędzie nie zauważa nawet, że krąży wkoło, goniąc własny ogon. Kiedy się spostrzega, pozostaje mu już tylko śmiech. Nie jest to jednak śmiech zadowolenia, lecz radość głupca, który cieszy się, żeby nie zginąć z rozpaczy. „Popiół tylko zostaje i zamęt?”- jak głosi napis w weselnej toalecie.

Zdjęcie w nagłówku jest autorstwa Magdy Hueckel. Wykorzystane za zgodą Teatru Polskiego w Bydgoszczy.

Reklama