Lunapark zawirował światem dzieci

Tomasz Welcz
,

W Filharmonii Pomorskiej miniona niedziela była wyjątkowa. Ta szacowna instytucja stała się, co prawda tylko na nieco ponad godzinę, lunaparkiem. Także goście byli wyjątkowi – tłum spragnionych zabawy dzieci w towarzystwie rodziców lub dziadków.

Do przeniesienia się w świat clownów, baloników, luster, wirującej karuzeli, samochodzików i cukrowej waty zaprosili najmłodszych bydgoszczan muzycy Capelli Bydgostiensis. Pomysłodawcą tego niezwykłego wydarzenia był Krzysztof Dobosiewicz, któremu pomagał puzonista Paweł Kalicki.

Czego w tym muzycznym lunaparku nie było… Dzieci za sprawą kolorowej scenografii już od wejścia wprowadzone zostały w klimat wielkiej zabawy. Muzycy wcale nie wyglądali jak dostojni filharmonicy, po scenie biegały clowny, w rogu estrady stała kareta, a na wielkim telebimie można było zobaczyć szaleńczą jazdę na rollercoasterze i diabelskim młynie. A zaczęło się od baniek mydlanych, jazdy na krzesełkach, które w tym przypadku zastępowały samochodziki.

Dzieci nie trzeba było namawiać do zabawy. Na każde hasło Krzysztofa Dobosiewicza na estradę natychmiast wdrapywał się tłum maluchów. Gorzej było z zejściem, pojawiały się nawet łzy… – Inne dzieci też chcą się bawić – tłumaczyła pani Ewa swojej czteroletniej córeczce Asi. – To niech one poczekają – odpowiedź była logiczna.

Mali goście lunaparku bardzo spontanicznie reagowali na muzykę: śmiali się, klaskali, podnosili ręce do góry podczas fali, która „przelewała” się przez salę filharmonii. Muzyka towarzyszyła każdemu wydarzeniu na scenie. Mroczna, gdy pojawiały się duchy. – Uuuuch, trochę się boję – wyszeptał pięcioletni Michał. Ale za chwilę odważnie podchodził do białej zjawy.

– Córka w ogóle nie chce odejść od tego podestu. Jestem już cała spocona, bo muszę za nią biegać – śmieje się pani Katarzyna, której pięcioletnia Zosia rzeczywiście poruszała się z prędkością światła. – Ale zabawa jest naprawdę wspaniała. Już sama filharmonia robi na dzieciach ogromne wrażenie.

Takiego samego zdania jest pani Anna. Jej siedmioletni syn Kamil nie mógł oderwać wzroku od clowna na szczudłach. – Proszę zobaczyć, jak reagują dzieci. To znakomity pomysł, żeby lunapark przenieść do filharmonii – mówi. – I chwała prowadzącym za tę imprezę, świetnie potrafią wciągnąć maluchy do zabawy. A zapanować nad nimi nie jest łatwo… Szkoda, że to tylko jeden występ.

Po zakończeniu koncertu przed Filharmonią Pomorską na wszystkich czekała wata cukrowa, jak w prawdziwym lunaparku…

Widowisko muzyczne „Lunapark” zostało przygotowane w ramach projektu „Promocja marki województwa kujawsko-pomorskiego poprzez wydarzenia kulturalne”. W sobotę ten sam koncert mogli obejrzeć mali mieszkańcy Torunia w „Baju Pomorskim”. Warto dodać, że darmowe wejściówki na obie imprezy rozeszły się błyskawicznie.

Reklama