Łukasz Goliński o roli Falstaffa

Wiktoria Raczyńska
,

– Wykonując swój zawód nigdy nie myślę o nagrodach. Zależy mi natomiast na tym, aby praca przynosiła radość. A pracę akurat z Maciejem Prusem, zawsze będę uważał za kamień milowy w mojej karierze – mówi zdobywca nagrody im. Jana Kiepury za najlepszy głos operowy, Łukasz Goliński (tytułowy Falstaff).

Od dwunastu lat Mazowiecki Teatr Muzyczny w Warszawie z sukcesem organizuje konkurs im. Jana Kiepury nagradzając najlepszych śpiewaków oraz spektakle operowe i baletowe kolejnych sezonów artystycznych w Polsce. W tym roku na cztery nominacje, Opera Nova w Bydgoszczy wróciła z gali na Zamku Królewskim w Warszawie z trzema statuetkami (na zdjęciu widoczne dwie). Wyróżniono najlepszy spektakl (Falstaff), śpiewaka operowego (Łukasz Goliński, baryton) i plakat (Tomasz Bogusławski).

– Inicjatorem konkursu był, nieżyjący już niestety, Włodzimierz Izban, ale jego pomysł jest nadal z sukcesem kontynuowany przez kolejnych dyrektorów Mazowieckiego Teatru Muzycznego – opowiada Maciej Figas, dyrektor Opery Nova w Bydgoszczy, który odbierał nagrodę. – W kategorii najlepszy spektakl operowy przyznano nagrodę ex aequo. „Falstaff” Giuseppe Verdiego podzielił się nią z „Legendą Bałtyku” Feliksa Nowowiejskiego z Teatru Wielkiego im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu w reżyserii i choreografii Roberta Bondary, który wraca do nas po siedmiu latach ze „Zniewolonym umysłem” już 12-14 października – zapowiada jednocześnie dyrektor Opery Nova.

Łukasz Goliński sam miał okazję opowiedzieć o swojej pracy.

DSC_4313– Zostałem wybrany, bo nie lubię używać słowa „wygrałem”, z naprawdę znakomitego grona śpiewaków – Stanisław Kufluk (baryton), Arnold Rutkowski (tenor). Tym większy zaszczyt dla mnie, że kapituła konkursu nagrodę przyznała właśnie mnie. Gdy wykonujemy swoją pracę nigdy nie jest tak, że robimy to dla nagród tylko po prostu jak najlepiej, i aby przynosiło nam to jakąś radość. W przypadku „Falstaffa” – to była bardzo duża przyjemność. Współpraca z Maciejem Prusem zawsze jest krokiem milowym w moim śpiewaniu i warsztacie aktorskim.

W tym miejscu należy przypomnieć, że ta rola różniła się znacznie od znanych do tej pory wykonań. Maciej Prus podszedł do niej bardzo niekonwencjonalnie, jak na realia tej opery. A konkretnie Falstaffa bardzo odmłodził – to nie jest już podstarzały, gruby, lubiący zaglądać do kielicha figlarz, tylko mężczyzna w sile wieku, kochający życie.

– Maciej Prus wymyślił sobie zupełnie inną konwencję tego spektaklu i od razu uparł się na Łukasza, jako faworyta do tytułowej roli – zdradza Maciej Figas. – I okazało się, że słusznie. A Łukasz dał się przekonać mimo, iż jego grafik mocno kolidował z próbami. Tak jednak dostosował swój terminarz, że Maciej Prus czuł się usatysfakcjonowany.

W tym sezonie artystycznym praca Łukasza Golińskiego upłynie pod znakiem Króla Rogera w operze Karola Szymanowskiego. I to dotyczy również wystawień za granicą.

DSC_4312– Wszystko zaczęło się od telefonu mojego agenta, który kazał mi jechać na przesłuchanie do Royal Opera House w Londynie, na którym był obecny Peter Katona, szef castingowy opery. Szukali tzw. covera do roli Króla Rogera (zabezpieczenie każdego teatru w postaci drugiego solisty, w przypadku gdyby gwiazda się rozchorowała). W trakcie prób do tej inscenizacji miałem okazję zaśpiewać kilka fragmentów, w tym z orkiestrą. Na dzień przed premierą przydarzył się bardzo nerwowy moment – dostałem telefon, że maestro zaprasza mnie do siebie do sali, bo Mariusz Kwiecień jest przeziębiony i chcą na wszelki wypadek mnie sprawdzić. Proszę sobie wyobrazić moje zdenerwowanie… Poszło na tyle dobrze, że maestro zaproponował mi po około roku półkoncertowe wykonanie na otwarcie sezonu symfonicznego w Rzymie. To było dla mnie bardzo duże wyróżnienie – przyznaje Łukasz Goliński. – I to właśnie nałożyło się na próby do Falstaffa. W grudniu odbędzie się premiera Króla Rogera w Teatrze Wielkim Operze Narodowej w Warszawie w inscenizacji Mariusza Trelińskiego. Następna będzie inscenizacja w Sztokholmie, też Króla Rogera. I zaraz potem, zupełnie inna inscenizacja, we Frankfurcie, też Króla Rogera. Tym samym ten sezon stoi dla mnie zdecydowanie pod znakiem Króla Rogera.

Trzecia nagroda przypadła w udziale Tomaszowi Bogusławskiemu za plakat do Falstaffa.

– Część osób do dzisiaj jest przekonana, że na plakacie jest gorset – ja nie będę ich wyprowadzał z błędu – żartuje dyrektor opery. – Niemniej tę część bielizny, dość intymnej, Tomasz sprowadził w celu sfotografowania specjalnie z Londynu. Muszę powiedzieć, że Andrzej Pągowski, który był członkiem kapituły mówił o Tomaszu Bogusławskim, na filmie wyświetlonym podczas gali, w samych superlatywach. W zasadzie ten nie miał konkurencji. W tym miejscu z nieskrywaną dumą podkreślam, że jesteśmy teatrem operowym, który od kilkudziesięciu już lat dba o to, aby przy każdym ważniejszym wydarzeniu artystycznym pojawiał się związany z nim plakat. I ta galeria plakatu jest już doceniana nie tylko w kraju, i nie tylko przez samych plakacistów i galerie, które zajmują się właśnie plakatem polskim.

Realizatorzy:

Inscenizacja i choreografia: Robert Bondara
Scenografia: Diana Marszałek
Kostiumy: Mariusz Napierała
Reżyseria świateł: Maciej Igielski
asystent choreografa: Anna Sąsiadek
projekcje video: Krystian Drywa

Gratulujemy i życzymy kolejnych sukcesów.

Reklama