List do Aktorek (zainspirowany zapiskami Heleny)

Wiktoria Raczyńska
,

Drogie nasze Kochane i Ulubione Artystki,

Na samym wstępie tegoż mego listu do Wielce Szanownych Pań pragnę nadmienić, że mimo powagi i ciężaru tematyki, której z taką pieczołowitością Wielce Szanowne i Panie Drogie Nasze Kochane i Ulubione Artystki się w spektaklu podjęły, bawiłem się setnie. Nie znam wielce Szanownych Pań osobiście, jedynie ze sceny teatralnej jako nad wyraz wielbione i wysoko utalentowane aktorki. Byłem na wielu sztukach z udziałem Wielce Szanownych Pań, ale w tymże szczególnym przypadku, fragmentów prywatnych zapisków Haliny Mikołajskiej, które stają się punktem wyjścia do rozważań na temat współczesnej kondycji zawodu aktora i instytucji teatru w ogóle, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej miałem wrażenie, że dużo jest w nim o mnie, bo nie tylko w teatrze hierarchia zawodzi, kuleje szacunek do pracy, twórca czuje się oszukany, niesprawiedliwość ekonomiczna dotyka też inne zawody.

Do żywego dotknęła mnie opowieść Wielce Szanownych Pań Drogich Naszych i Kochanych i Ulubionych Artystek o Halinie Mikołajskiej, aktorce która jakoby przepadła pomiędzy – ni to jako wybitna aktorka, która jednak wielu wybitnych ról nie zagrała, ni to założycielka KOR-u i działaczka polityczna. Jej duch przenika (dosłownie) ściany teatralnego budynku na Słowackiego (video Magda Mosiewicz), a dym palonych przez nią papierosów wydaje się sączyć do naszych nozdrzy. W tym miejscu też pragnę niezwłocznie popędzić z przeprosinami dla Wielce Szanownej Pani Martyny Peszko, reżyserki spektaklu, jak również Justyny Lipko-Koniecznej, dramaturga, za niepotrzebne, a wręcz nieznośne przypuszczenia, iż w spektaklu może być za dużo polityki i walki ideologicznej kosztem wątku jej – Mikołajskiej, pracy teatralnej. Nic podobnego! Wyważenie cytatów, bo spektakl ten składa się w największej mierze z cytatów właśnie, i karkołomnej, wręcz heroicznej postawy poszukiwawczej, drążącej jak woda kamień skomplikowany życiorys Mikołajskiej, jest po wszech miar dziełem samym w sobie.

Wielce Szanowne Panie (w tym miejscu swoje słowa kieruję imiennie do Małgorzaty Witkowskiej, Małgorzaty Trofimiuk i Doroty Landowskiej), każda z Wielce Szanownych Pań z inną, lecz wciąż lwią naturą sceniczną przyciągają jak narkotyk, oka od Pań nie sposób oderwać… i to nieprawda, że role Wielce Szanownych Pań zostały lub zostaną przeze mnie kiedykolwiek zapomniane. Bo i mowa w spektaklu o Wielce Szanownych Pań własnych marzeniach i pragnieniach, o Ukochanych Artystkach doświadczeniach zawodowych i stosunku do odbiorcy, za jakiego i ja się w tym momencie podaję. Nie ukrywam, żem do żywego poczuł się rażony podejrzeniem nawet, że jakoby ja mógłbym jakąkolwiek z ról Wielce Szanownych Pań kiedykolwiek zapomnieć, że nic w mym sercu i mózgu nie zostało?! Nie czuję się też ani mamiony ani przez was okłamywany. Tymczasem nie tylko sam, ale i młode pokolenie odbiorców co rusz do teatru przyciągać usilnie się staram i sztuk prawdziwych sedno odkrywać z nimi próbuję. I, oj tak, zdobywanie uznania na okrągło od nowa może męczyć niemiłosiernie. I ciągłe tłumaczenie się z zaangażowania społecznego, politycznego, jakoby Wielce Szanowne Panie prawa do własnych poglądów nie miały, hejt trudno czyta się, a co dopiero na głos w teatrze…

I nikt tak pięknie nie umie sukni nosić jak Wielce Szanowne Panie (scenografia i kostiumy Oskar Dawicki), szczególnie fantastyczne fartuchy.

Czy ja się właśnie wypowiedziałem?

Franciszek z Tarnowa

Polecamy spektakle popremierowe już 27 marca, godzina 19.00 oraz 28 marca, godzina 19.00.

zdjęcie: Natalia Kabanow, TPB

Reklama