Jarmark Cysterski wciąż przyciąga tłumy

Wiktoria Raczyńska
,

To była już XV, jubileuszowa jego odsłona. Jarmark Cysterski w Koronowie, poza rekonstrukcją bitwy pod Byszewem i Koronowem, to również w tym roku, między innymi, imponujący pokaz sokolnika, turniej dam, czy występ Koronowskiej Komandorii Templariuszy.

A wszystko zaczęło się w 2002 roku, gdy, jak mówi Zenon Rydelski, przewodniczący Rady Powiatu bydgoskiego kilku miłośników historii regionu, przy „okrągłym stole” wymyśliło jarmark. – Gmina Koronowo jest głównym organizatorem Jarmarku Cysterskiego praktycznie od zawsze. Przez te lata wspierały nas dziesiątki osób i instytucji, których tu nie sposób wszystkich wymienić, a nie chciałbym też kogoś przez przypadek pominąć. Nie brakuje w Koronowie pasjonatów historii, którzy uznali, że trzeba znaczenie tej bitwy w jakiś sposób zaakcentować. I tak narodził się jarmark.

W obecnym kształcie to przede wszystkim atrakcyjne pokazy rycerskich pojedynków, prezentacje umundurowania i uzbrojenia, a wszystko to wsparte salwami z broni palnej i armat. To także występ Koronowskiej Komandorii Templariuszy, niezwykle widowiskowy mecz piłki rycerskiej, a także turniej dam, który w tym roku okazał się bardziej turniejem dla dzieci. Sobotnia inscenizacja najazdu Krzyżaków na Byszewo odbyła się wyjątkowo już pod wieczór, a to dlatego, że pierwszy raz do zdobycia wioski wykorzystano trebusz – machinę oblężniczą wzbijającą w powietrze kule ognia. W niedzielę, jak zwykle, Krzyżacy najechali na Koronowo.

– Jarmark wystartował 15 lat temu jako mała impreza, nawet nie w tym miejscu, tylko przy kościele w Koronowie. Pod dębem zrekonstruowano małe obozowisko, gdzie zamieszkało kilku rycerzy. My, lokalni rycerze, złapaliśmy bakcyla i tak, z roku na rok impreza się rozrastała. Potem przenieśliśmy się na Pola Tuszyńskie i połączyliśmy jarmark z bitwą pod Koronowem. Ten rok jest szczególny, bo jubileuszowy, stąd atrakcji było więcej, niż choćby w roku ubiegłym. Był sokolnik, grupy rekonstrukcyjne, które odtwarzają też wczesne średniowiecze, XVII wiek – opowiada nam Radosław Mikołajewski, odpowiedzialny za imprezę i konferansjer w jednej osobie. – Tym razem było inaczej. Z okazji 15-lecia wioskę, którą zbudowaliśmy z desek chcieliśmy nie tyle podpalić, co ostrzelać z katapulty, tak zwanego trebusza (barobalistyczna machina miotająca – przyp. red.), tego wcześniej nie robiliśmy. Natomiast bitwa niedzielna ma co roku taki sam przebieg, bo mamy świetną relację Jana Długosza, więc staramy się ją zrekonstruować według tego przekazu.

– To tutaj, w październiku 1410 roku, rozegrała się bardzo ważna bitwa, jak pisał Długosz, nie mniej ważna niż ta pod Grunwaldem. Po tej bitwie, rok później, w okolicach Łąska Małego, miejscowości położonej kilkanaście kilometrów stąd, podpisano pokój. Mówi się, że bitwa pod Koronowem zapoczątkowała ten sukces. Obecnie, przez te dwa dni, odwiedza nas już kilkanaście tysięcy gości. To ogromna frajda, bo samo Koronowo liczy 11 tysięcy mieszkańców. A więc gości mamy, co nie miara. Historia piękna i na pewno będzie kontynuowana – zapewnia Zenon Rydelski.

– Turystów faktycznie pojawia się tutaj mnóstwo – od rodzin z małymi dziećmi, bo też dla nich jest wiele atrakcji – gier, zabaw plebejskich, po miłośników rekonstrukcji i inscenizacji rycerskich. Poza tym nasze koronowskie bractwo zaczynało od trzech członków, a teraz liczy 19-20. Opowiadanie o historii właśnie w ten sposób, włączanie ich do zabawy, jest dla nas bardzo ważne, bo jak ktoś złapie tego bakcyla od małego, to potem się już tylko dozbraja, aby w końcu stać się pełnoprawnym rycerzem – przyznaje Radosław Mikołajewski.

Na sukces jarmarku ciężko pracuje cały zastęp osób. Niewątpliwie „perełkami” samymi w sobie są sami konferansjerzy, czyli Radosław Mikołajewski z Koronowa i Łukasz „Koza” Koziński z Torunia. Autoironia, błyskotliwy dowcip i radość z tego co robią udziela się wszystkim odwiedzającym, którzy stoją jak zahipnotyzowani z powagą wsłuchując się w barwne historie o rycerzach i ich uzbrojeniu, mogąc dotknąć każdego eksponatu, założyć na siebie kolczugę, czy, jak w przypadku sokolnika, pogłaskać sowę, czy w rękawicy przejąć prawdziwego jastrzębia.

– W przygotowaniach udział bierze wiele osób. Mamy serdecznego przyjaciela z Bydgoszczy „Mike’a”, który odpowiada za rekrutację walczących, grupa koronowska buduje wszystko na miejscu. Ja pełnię rolę konferansjera z moim kolegą „Kozą” z Torunia, który jest też odpowiedzialny za „timing”, czyli sprawny przebieg jednej atrakcji po drugiej. Przy bitwach osób funkcyjnych jest zawsze więcej, bo mamy dowódcę polskiego, krzyżackiego oręża, dowódcę lekkozbrojnych, ciężkozbrojnych artylerzystów – wymienia zadania Radosław Mikołajewski.

Jak zwykle, takie imprezy, szczególnie te organizowane od wielu lat, nie są wolne od anegdot i opowieści, które powtarza się potem do znudzenia. Zarówno Zenon Rydelski, jak i Radosław Mikołajewski oraz Łukasz „Koza” Koziński zupełnie przypadkiem opowiadają nam ten sam incydent sprzed dwóch lat.

– Na tej imprezie zawsze jest jakiś huragan albo burza – śmieją się. – Dwa lata temu, kiedy udział brali w niej też koledzy, którzy odtwarzają legiony rzymskie – oni śpią w takich dużych namiotach – o 4.00 czy 5.00 nad ranem strasznie się rozpadało. Wszystkie małe namioty jakoś to wytrzymały, natomiast namiot rzymski odfrunął parę metrów dalej. Legioniści obudzili się na gołej ziemi w zacinającym deszczu. Kiedy my wylegliśmy z namiotów cała ta ekipa próbowała tę wielką mokrą szmatę przeciągnąć z powrotem na swoje miejsce – wyglądali bajecznie – bo oni spali w takich rzymskich szerokich majtach i w nich latali za tym namiotem – opowiada Łukasz „Koza” Kozicki…

– … ale kiedy już skończyliśmy się śmiać, pomogliśmy im się pozbierać – dodaje Radosław Mikołajewski.

Koronowo to miejsce idealne nie tylko na czas Jarmarku Cysterskiego, choć wielu jego mieszkańców, którzy wyprowadzili się w inne rejony Polski potrafi planować swoje urlopy właśnie specjalnie na ten okres.

– Do Koronowa warto przyjechać przez cały rok – mówi Zenon Rydelski. – Gmina znana jest przede wszystkim z turystyki. Mamy piękny Zalew Koronowski i piękne tereny wokół niego. Mamy też kilka innych perełek, z których turyści na pewno będą zadowoleni, a wręcz zachwyceni – most kolejki wąskotorowej – to jest najwyższy, położony względem lustra wody w Europie most (18 metrów). Mamy przepiękną bazylikę mniejszą, obiekt pocysterski, do którego schodzi się w dół, co jest raczej rzadkością. Zapraszamy bardzo serdecznie.

My również.

Reklama