Gdy nie ma burdy, to jest do bani

Wiktoria Raczyńska
,

Zabawne, już tydzień przed sylwestrem na forach roiło się od komentarzy, że Silent Disco to porażka. Chciałabym adresy wróżbitów będący w posiadaniu szklanej kuli, która potrafi tak precyzyjnie przepowiedzieć przyszłość.

Bo z taką pewnością musi wypowiadać się przynajmniej stały bywalec Silent Disco w takich miastach jak Gdańsk czy Poznań. Albo ktoś, kto nie może wytrzymać podczas tańca i koniecznie musi skomentować „jaką brzydką ona ma sukienkę”, albo „jak on źle tańczy”. Nikt też słuchawek nam do uszu nie przyspawa, żeby nie można ich było w każdej chwili zdjąć. Najwyraźniej nadwornej krytyce się wydaje, że nie mieszkają w ósmym co do wielkości mieście w Polsce tylko Koziej Wólce, z całym szacunkiem dla jej mieszkańców.

Odkładając na margines fakt, że urząd zaryzykował, aby dać mieszkańcom coś nowego, stąd też atrakcyjnego ze względu na zbliżające się wybory, to na pewno brał też pod uwagę, że jest to miasto stojące uniwersytetami. Mówię tu o studentach, których chyba nikt nie powinien uczyć, jak się dzisiaj bawić. A jednak… Najwyraźniej to im najbardziej brakuje wyobraźni i kreatywności, a do tego okazuje się, że nie uczą się od swoich kolegów z „dużych” miast. Więc jeśli koniecznie trzeba znowu krytykować i na kogoś zwalić winę (ciekawe, czy te osoby w ogóle były na Starym Rynku w sylwestra?) to nie urzędnicy ratusza powinni wieszać się za ten pomysł na krawatach i składać dymisje, tylko sami mieszkańcy. Wyjątek stanowi grupa docelowa 60 plus, która bawiła się razem z nami przednie. Pokłony.

Reklama