Falstaff bez chwili wytchnienia

Wiktoria Raczyńska
,

Nie wypominając nikomu wieku, 80-letni Maciej Prus wyreżyserował właśnie dla Opery Nova w Bydgoszczy „Falstaffa”, również już wtedy osiemdziesięcioletniego Giuseppe Verdiego, w niezwykły, bo zdecydowanie „odmłodzony” sposób. – To jest opera, i nie jest opera. Moim zdaniem, to propozycja fantastycznego teatru – uważa Maciej Prus. Dlaczego tak rzadko twórcy sięgają po Falstaffa?

To pierwsza realizacja Falstaffa w Operze Nova w Bydgoszczy i dopiero ósma w powojennej Polsce. Ten tytuł nie należy zatem do popularnych. Dlaczego? Na to pytanie spróbował odpowiedzieć Piotr Wajrak.

– Muzyka w sposób nieskrępowany i bez żadnych zatrzymań stale towarzyszy akcji, stale jest obecna w obrazie. Przez co przysparza dużo trudności wykonawcom. Wymaga ona zarówno od zespołu orkiestry, jak i śpiewaków znakomitej dyspozycji technicznej i gotowości na nieustanną grę. I to może być podstawowy powód, dla którego Falstaff nie jest grany często – tłumaczy kierownik muzyczny. – W innych operach Verdiego, przywykliśmy do tego, że są arie, po których pojawiają się oklaski, po których następują pauzy, po których jest chwila wytchnienia. Tutaj od pierwszej do ostatniej nuty obrazu muzyka zarówno na scenie, jak i w orkiestronie trwa cały czas. W naszej inscenizacji również łączymy ze sobą obrazy, sceny przechodzą płynnie, tym samym także od strony inscenizacyjnej nie mamy chwili oddechu – zapowiada Piotr Wajrak.

1-DSC_0549– Nie będzie to Falstaff jakiego do tej pory oglądali państwo choćby na kanale YouTube – przestrzega Maciej Prus, reżyser spektaklu. – Z jedną poduszką przymocowaną do brzucha, a dwiema kolejnymi do tyłka. U mnie jest inaczej. U mnie Falstaff przede wszystkim nie jest idiotą. Z korespondencji pomiędzy Verdim a Arrigo Boito (librecistą) wynika, że to jest zupełnie świadomie skonstruowana postać. Na pewno nikt z nich nie zakładał, że to ogolony głupek, debil z taką sterczącą kępką włosów na głowie – zapewnia barwnym językiem Maciej Prus. – Takiego Falstaffa widziałem w Łodzi, gdy pojechałem tam zobaczyć Renato Brusona, widziałem go również w wykonaniu Gerainta Evansa w Warszawie. Nic z tych przedstawień nie zostało w mojej głowie. Moim zdaniem, Falstaff to mężczyzna w sile wieku, to filozof, u schyłku swojej witalności. To człowiek, który fantastycznie zna życie i chce z niego czerpać pełnymi garściami. Nagle pojawia się w Windsorze i wprowadza absurdalny nieład, skłóca ze sobą dwie panie. A one postanawiają się zemścić na kimś, kto jest inny, ale pełen sił, uroku i dojrzałości.

Maciej Prus sam siebie uważa za gościa w operze, bo operę po prostu lubi. Nie reżyseruje jej zawodowo, reżyseruje z sympatii do tego gatunku.

1-DSC_0524– Nazwisko Verdiego powoduje, że głównie myślimy o walczykach, o Nabucco, Rigoletto, tym bardziej ta partytura Verdiego to sytuacja zupełnie niezwykła. To dzieło napisane przez blisko 80-letniego człowieka w sposób niezwykle nowoczesny. Sam sobie tłumaczę tę muzykę jako komedię filmową – dodaje Piotr Wajrak. – Kompozytor używa w tym wypadku wielkiej orkiestry symfonicznej dla oddania potrzebnych mu barw, emocji. W ogóle nie czujemy, że napisał to dojrzały, doświadczony twórca, starszy człowiek. Nie. To dzieło niezwykle energetyczne, wręcz nowoczesne. W jakimś sensie odczarujemy Falstaffa, pokażemy go właśnie nie jako styranego życiem grubasa, ale człowieka w sile wieku, który nie tylko rozgrywa jakąś sytuację z kumoszkami z Windsoru i zazdrosnym Fordem, ale też cały zespół solistów precyzyjnie współbrzmi i współgra z doskonale przygotowaną orkiestrą, a także częściowo w chórze, bo chór tutaj przez samego Verdiego jest potraktowany bardzo skromnie – występuje w zasadzie tylko w jednej scenie – zachęca do obejrzenia Piotr Wajrak.

Skoro wiemy już, że Falstaff nie będzie taki typowo głupkowaty, stary i gruby, a zdecydowanie bardziej „odchudzony”, energiczny i nowoczesny, to jak będzie ubrany, biorąc pod uwagę, że akcja rozgrywa się za panowania Henryka IV?

1-DSC_0574– Kostium pojawia się tutaj wyłącznie jako symbol pewnej umowności – przyznaje Hanna Wójcikowska-Szymczak. – Natomiast stroje są rzecz jasna stylizowane. Mam nadzieję, że udało nam się wspólnie wygenerować pewien spójny wewnętrznie świat, w który widz jest w stanie uwierzyć. Postaci historyczne, wszystkie cztery panie są w żywych kolorach – to czerwień, głęboki ametystowy fiolet, turkus, kolor perłowy. Panowie nie są już aż tak kolorowi, natomiast cała finałowa sekwencja chóru w lesie w scenie, na podobieństwo święta Kupały, jest organiczna w barwie.

Jak do tych elżbietańskich czasów odniosła się zatem scenografka?

1-DSC_0578– Starałam się dojść do tego poziomu nowoczesności reprezentowanego przez naszego nowego, młodego zarówno Falstaffa, co i reżysera, aby nie zagadać detalami plastycznymi tego ich świata. Oczywiście gdzieś tam z tyłu głowy mamy świat Szekspira i jego epokę, ale interpretujemy to w sposób, który jest bliski na pewno mnie i na pewno panu Maciejowi, bo to jest coś, co wspólnie bardzo kochamy – przestrzeń i lekkość i tego starałam się trzymać projektując scenografię – zapewnia Jagna Janicka.

Falstaff to było takie moje marzenie życia – przyznaje Maciej Prus. – Zastanawiałem się jak można te moje doświadczenia teatralne, w sensie dramatycznym, przenieść na operę. Uważam, że to, czy można pchnąć operę do przodu to jest tylko i wyłącznie rola aktorstwa. To oznacza służyć słowom i sensom. Przekucie tej ostrej finalizy psychologicznej w sukces jest możliwy tylko dzięki temu, że śpiewacy staną się przede wszystkim aktorami. To trzeba zagrać, nie tylko odśpiewać. I to jest największe jej wyzwanie. Ktoś może mieć nawet gorszy głos, ale jest zdecydowanie bardziej wyrazisty jako postać i to jest fantastyczne. Człowiek wtedy nawet nie czuje, że ten głos nie ma może takiej urody, bo ma wielkie znaczenie. „Falstaff” to jest opera, i nie jest opera. Moim zdaniem to jest propozycja fantastycznego teatru…

… na który i my serdecznie Państwa zapraszamy w tym sezonie do Opery Nova w Bydgoszczy (na trzy pierwsze spektakle biletów już brak).

Reklama