Dziecięcy profesjonalizm z Rusinkiem

Wiktoria Raczyńska
,

W niedzielę, ostatniego dnia festiwalu LiterObrazki, zorganizowanego już po raz trzeci przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną w Bydgoszczy oraz jej osiedlowe filie, wszyscy z niecierpliwością czekali na spotkanie z Michałem Rusinkiem, wieloletnim sekretarzem naszej noblistki, Wisławy Szymborskiej.

Michał Rusinek to człowiek orkiestra – tłumacz literatury dla dzieci i dla dorosłych oraz librett i musicali, twórca słuchowisk radiowych i tekstów piosenek dla, m.in., Grzegorza Turnaua i Anny Marii Jopek. To też autor książek dla dzieci: „Kopciuszek” i „Mały Chopinoraz”, a także poważnych poradników dla najmłodszych: „Jak przeklinać” i „Jak robić przekręty”.

W czytelni głównej miał porozmawiać z dziećmi o retoryce, czyli magii słów. Dzieci miały się dowiedzieć, jak przekonać innych do swojej racji, jak pokonać stres przed występem i jak rozbawić kogoś rozmową, a nie zagadać na śmierć. Ta magiczna dyscyplina nauki, którą obecnie na Uniwersytecie Jagiellońskim zajmuje się Michał Rusinek, nosi nazwę retoryki i to właśnie ją chciał tego dnia dzieciom przybliżyć.

– Retoryka zaczęła się w Grecji. A jak wiadomo, Grecja to same wyspy, których nie da się powiększyć – rozpoczął swoje spotkanie z maluchami. – Gdy upadły rządy tyranów i nastała demokracja, ludzie zapragnęli na własność ziemi, na której mieszkali. Musieli kogoś przekonać, żeby tę ziemię im dał. Tak powstały specjalne sądy, w których zasiadali panowie, i ludzie, którzy uprawiali daną ziemię, musieli stanąć przed takim sądem i powiedzieć: -Ta ziemia należy się mnie. A wtedy sąd pytał: – A dlaczego? Wtedy było trzeba coś wymyślić. I ten moment to właśnie początek retoryki.

Ważne okazało się również to, że retoryka to nie tylko słowa. – Tego, co myślimy nie zdradzają tylko nasze słowa, ale też ciało, a dokładniej…? – pytał zgromadzonych.
– Głowa – odparł Bartosz.
– A co w tej głowie? – dopytywał gość specjalny festiwalu.
– Mózg – wydawało się Bartoszowi oczywiste.
– Tak, ale tego nie widzę u Pana i nawet mnie to cieszy – przyznał wykładowca.
– Oczy – wpadł na właściwą odpowiedź Jan.

Na retorykę składają się trzy elementy. Gdy chcemy zabrać głos, najpierw w ogóle trzeba się zastanowić, jako kto chcemy ten głos zabrać. A poza tym, jak będziemy mówili i jaki kontakt będziemy mieli ze swoimi rozmówcami. Trzeba się zastanowić: – Jesteśmy mieszkańcami Bydgoszczy, jesteśmy mieszkańcami Polski, mieszkamy w bloku, w domku, nie wiem, gdzie jeszcze można mieszkać? – rzucił kolejne pytanie w stronę sali.
– W wieżowcu – odparł z podniesioną ręką Bartosz.
– Tak, tak w wieżowcu, zupełnie zapomniałem – przyznał z pokorą Michał Rusinek.

I kontynuował. Teraz trzeba wybrać taką rolę, która nam pozwoli być jak najbardziej wiarygodnym dając określone argumenty. Na przykład jakbyśmy chcieli, aby na dachu biblioteki wybudować lądowisko dla helikopterów. To ktoś mógłyby się odezwać: – Mieszkam w wieżowcu na najwyższym piętrze i często mi przelatują helikoptery i to jest bardzo nieprzyjemny dźwięk. To brzmiałoby przekonująco.
– Dlatego są takie światełka czerwone, żeby nie lądowały – ponownie głos w dyskusji zabrał Bartosz.

Są tacy mówcy – opowiadał dzieciom Michał Rusinek, którzy całe przemówienia czytają z kartki. Czy to byłby dobry pomysł – pytał ich wykładowca.
– Nie – odparł Jan.
– A dlaczego? – dociekał (retorycznie) Michał Rusinek.
– Bo to znaczy, że ta osoba nic nie wie – stwierdził z rozbrajającą szczerością Jan.

Michał Rusinek podkreślał również w swoim wystąpieniu, że to, co najważniejsze powinno być zawsze na końcu naszej wypowiedzi. A właśnie… – Na zakończenie naszego spotkania trzeba się też zastanowić, w jakim stylu chcemy coś powiedzieć. A co to jest styl? – zapytał specjalistę od wieżowców, ale ten chciał się chwilę zastanowić.
– No, na przykład w jakiej jesteśmy koszuli, czy mamy kapelusz – rozpoczął Jan.
– Tak – przyznał wykładowca – styl może dotyczyć sposobu ubierania się.

– Kiedyś jadąc przez Polskę włączyłem radio i usłyszałem „Elo, ziomal”. I myślałem, że już przekroczyłem granicę i to jest po czesku – mówił polonista. – Ale to było po polsku, tylko w takim stylu, którego ja nie zrozumiałem. Innym stylem mówimy do babci i dziadka, a innym do kogoś w szkole. Z tym jest jak z radiem, my się musimy dostroić do częstotliwości swoich odbiorców.

Były też wspólne sekrety i trudne zagadki.

– Było bardzo fajnie. Super po prostu. Dużo się nauczyłem o tym, jak mówić, jak przekonać kogoś do swojego zdania, jak przekonywali starożytni Grecy – opowiadał nam o swoich wrażeniach po spotkaniu z Michałem Rusinkiem Jan Jaroszewski.

– Było bardzo fajnie. Najbardziej mi się podobało, że Pan zadawał nam pytania i można było odpowiadać. Dostałem też książkę za swój udział w rozmowie, która bardzo mi się podoba. I dostałem też autograf – mówił z kolei Bartosz Burak, specjalista od wieżowców, jak potem zwracał się do niego Michał Rusinek. – A wczoraj na zajęciach w „Ogrodach wyobraźni” zrobiłem słuchawki z „P” – dodaje rozentuzjazmowany. – Te „P” były ze styropianu. Pokryłem je materiałem i połączyłem pinezkami i na końcu pomalowałem. Uzbierałem też bardzo dużo znaczków na agrafce z literkami, obrazkami, komputerem i sówką. A tata zrobił dla mnie diabełka z rogami z dwa „R”. „C” to była taka podstawa, potem pomalował, zrobił buźkę niebieską. Tata bawił się równie dobrze jak ja.
– A mama zrobiła ślimaka. Tradycyjnie – dodaje uśmiechnięty tata.
– My w tygodniu nie mogliśmy w festiwalu uczestniczyć, więc wykorzystaliśmy weekend. Bartosz jednak był już w tygodniu z przedszkolem. To bardzo budujące, że pracują tutaj ludzie tak zaangażowani w swoją pracę. Pani w przedszkolu z głową wybrała dla dzieci warsztaty, na których mogły się dobrze poczuć i które były dostosowane do ich wieku – przyznaje mama Bartosza.

Kończymy już, bo rodzice pędzą na kolejne zajęcia…

Reklama