Dlaczego lubię Owsiaka

Tomasz Welcz
,

Co roku wrzucam pieniądze do skarbonek wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nie, żebym się chwalił, jaki to jestem hojny, ale mam nieodparte wrażenie, że uczestniczę w niezwykłym wydarzeniu, do którego i ja mogę chociaż w skromny sposób się przyłożyć.

Miliony złotych, które od 22 lat wpływają na konto naszej służby zdrowia, tysiące osób, w tym przede wszystkim dzieci, które dzięki kupionemu za te pieniądze sprzętowi zasilającemu szpitale i przychodnie, odzyskały zdrowie, wielu uratowały życie, a ponadto tysiące ludzi, którzy w tę wielką akcję każdego roku angażują się zupełnie bezinteresownie… To wszystko prawda.

Ja tam wierzę Jerzemu Owsiakowi, że Orkiestra będzie grała do końca świata i jeden dzień dłużej. Znakomitej większości tych młodych ludzi, którzy dzisiaj we wszystkich miastach, miasteczkach i wsiach biegają z puszkami, 22 lata temu, kiedy facet w czerwonych okularach i żółtej koszuli, rozpoczynał grać ze swoją Orkiestrą, jeszcze nie było na świecie. To jedna strona Orkiestry. Druga – zapytałem starszą panią, czy wrzuca jakieś datki do puszek wolontariuszy. Spojrzała na mnie oburzona. – Co roku, podczas tej akcji, daję parę złotych. Udało się zatem Owsiakowi połączyć pokolenia. A to akurat w dzisiejszych czasach nie jest takie łatwe. Więc niech ta Orkiestra gra do końca świata i jeden dzień dłużej. Jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało.   

Reklama