Dlaczego ktoś chwycił za siekierę?

Tomasz Welcz
,

Teatr Polski w Bydgoszczy nowy sezon artystyczny otwiera dokumentalnym spektaklem „Swarka” w reżyserii Katarzyny Szyngiery. To drugie przestawienie, które powstało w ramach programu „Interwencje”. Wpisuje się ono w aktualną dyskusję o relacjach polsko-ukraińskich, w kontekście sytuacji politycznej na Ukrainie.

Zmierzenie się z tematem rzezi wołyńskiej w 1943 roku wymaga odwagi. Bo z jednej strony, łatwo narazić się na zarzut stronniczości, wyakcentowania dokumentalnego zapisu jednej tylko nacji. Z drugiej zaś strony, trudno tak naprawdę znaleźć odpowiedź, dlaczego doszło do rzezi. Mówiła zresztą o tym reżyserka Katarzyna Szyngiera. – Jak to się stało, że w tak zmieszanym społeczeństwie, szanującym się wzajemnie (50 procent małżeństw jest polsko-ukraińskich) doszło do takiej tragedii? Jak to się stało, że ktoś chwycił za siekierę?

Niezwykle oszczędna scenografia, autorstwa Agaty Baumgart, ograniczająca się do sześciu szarych ekranów, zbitych z surowych płyt mównic, za którymi stają aktorzy, i równie surowych ławek dla widzów.

Godna uwagi jest muzyka Wojtka Zrałka-Kossakowskiego, nie narzucająca się, ale znakomicie podkreślająca emocje.

Aktorzy w tym spektaklu nie kreują konkretnych postaci, nie ogrywają ról. Każdy ma inne zadanie, ale łączy je jedno – dokumentalna prezentacja postaw wobec tego, co stało się na Wołyniu i w południowo-wschodniej Galicji w 1943 roku.

To, co z pewnością udało się autorom „Swarki”, to wywołanie emocji. Tutaj nie padają błahe, nic nieznaczące słowa. Wprost przeciwnie – słowa zmuszają widzów do reakcji, bo są do nich kierowane. Już na początku spektaklu Grzegorz Artman pyta, między innymi o historię („Czy Ukraina należała kiedyś do Polski?”), o wzajemne stosunki, na końcu pada to ważne: – Czy jesteśmy sąsiadami?

Bardzo mocnym, wręcz dramatycznym akcentem, jest wykrzykiwanie przez Artmana listy trzystu kilkudziesięciu rodzajów zbrodni popełnionych przez UPA na Polakach („obcinanie głowy zwykłą piłą”, „obwiązywanie drutem kolczastym i topienie w rzece”, „obcinanie piersi kobietom”, „przybijanie języka do drzewa”, „wyłupywanie jednego oka”, wyłupywanie obu oczu”…).

W odpowiedzi Beata Bandurska, niczym akademicki wykładowca, rozprawia się z historycznymi przekłamaniami, zawartymi w książce Aleksandra Kormana, a dotyczącymi fotografii cygańskich dzieci zamordowanych w 1923 roku przez obłąkaną matkę, błędnie podpisanej jako zdjęcie ofiar UPA z 1943 roku.

Mamy jeszcze dociekliwą „nauczycielkę” (Martyna Peszko), która usiłuje zrozumieć, jak doszło do ludobójstwa; trochę obojętną obserwatorkę wydarzeń, mieszkankę pogranicza (Izabela Warykiewicz). Jest też Polak (Mirosław Guzowski), podważający ukraińską wersję wydarzeń. Jego ostra polemika momentami wręcz zagłusza relację jednej z ukraińskich świadków wydarzeń na Wołyniu.

Jest w końcu Kola, taki ukraiński chłopek-roztropek. Jego przekazywana z dobrotliwym uśmiechem opowieść o współistnieniu Polaków i Ukraińców brzmi niemal sielankowo. Dobrotliwy uśmiech i ton nie schodzą mu z twarzy nawet wtedy, kiedy opowiada na przykład o studni, wypełnionej ciałami Polaków. – A tu była studnia. Głęboka, pewnie z 60 metrów miała. Ale wyschła, to wrzucili do niej gałęzie. Potem wrzucili tu ciała…. Michał Wanio świetnie poradził sobie z tym zadaniem. Zarówno te naiwne słowa, gesty ilustrują postawę wyparcia z pamięci tego, co złe, zapamiętania tej sielanki. To on wymienia z kolei listę kolejnych trzystu kilkudziesięciu rzeczy, które z kolei łączą na nowo Polaków i Ukraińców.

Autorzy „Swarki”, reportażysta Mirosław Wlekły i reżyserka Katarzyna Szyngiera, oparli się na dokumentalnym materiale, zebranym w Polsce i na Ukrainie. Nagrali świadków czystki etnicznej. Podczas spektaklu można wysłuchać ich niezwykle przejmujących relacji. Wyobrażenia tamtych wydarzeń bywają, oczywiście, bardzo skrajne, zależą od poglądów, narodowości. Jak stwierdza jeden z ukraińskich świadków: – Może i była jakaś rzeź, ale ja nic nie widziałem. Dla Ukraińców to była swarka (sprzeczka), dla Polaków – zbrodnia.

Spektakl stawia wiele pytań, ale odpowiedzi pewnie każdy z widzów będzie miał swoje. Jedno z pewnością jest ważne, czy w ogóle możliwe jest pojednanie?  Mirosław Guzowski w jednej ze scen „Swarki” opowiada o Ukraińcu, który pracował w Polsce na budowach. – Dobrze pracował, niczego nie można mu było zarzucić. Chciał tu zarobić i wrócić na Ukrainę. Co on musiałby mi zrobić, żebym chciał porąbać go siekierą?

zdjęcie: Bartosz Bajerski, TPB

Reklama