Dieta cud nie istnieje

Wiktoria Raczyńska
,

O bezpiecznym odchudzaniu, rozsądnym podejściu do diet i o tym, jak w porę ustrzec swoje córki przed tragedią rozmawiamy z Moniką Gackowską, dietetyczką kliniczną i sportową z Poradni żywieniowo-dietetycznej DietoStrefa w Bydgoszczy.

Wiele kobiet przy różnych okazjach podkreśla, że tego czy tamtego nie może spróbować, bo jest na diecie. Tylko, że one same ją sobie „aplikują”. Na jakie konsekwencje się w ten sposób narażają?

Nie istnieją diety cud, które jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ujmą nam w szybkim tempie nadmiar kilogramów, nie wpływając jednocześnie na nasze zdrowie. W przeważającej większości jesteśmy tego świadomi. Dlaczego więc im ulegamy? W głównej mierze to imperatyw społeczno-środowiskowy nas napędza. Szczupła sylwetka jest synonimem sukcesu, dbałości o własne ciało. Z drugiej strony, jesteśmy bezustannie stymulowani łatwo dostępną, bogato energetyczną żywnością, której zdobycie to z naszej strony minimalny wydatek energetyczny (nasi pierwotni przodkowie musieli porządnie się namęczyć, by ją pozyskać). W obliczu takiego rozdarcia, często również niewiedzy sięgamy po modne, atrakcyjnie brzmiące diety odchudzające, gwarantujące szybki, trwały rezultat. Pomyślmy logicznie, jak organizm ma w ciągu kilku dni, góra dwóch tygodni zrzucić zapasy tłuszczu magazynowanego przez lata? „Cudowne diety” są jednoznaczne z efektem jo-jo, czyli coraz większym wzrostem masy ciała w okresach między kolejnymi kuracjami odchudzającymi. Chudnąć zdrowo to tracić kilogramy w odpowiednim tempie (0,5 do 1 kg na tydzień), nie zubożając organizmu, który potrzebuje niezbędnych składników odżywczych. Aby to osiągnąć, wystarczy ograniczyć spożywane dotychczas kalorie o 500-1000 kcal. Stosowanie restrykcyjnych diet obniża naszą podstawową przemianę materii. Ubogie w węglowodany (które powinno stanowić główne paliwo dla organizmu) oraz składniki odżywcze i mineralne, w dalszej perspektywie mogą doprowadzić do licznych niedoborów żywieniowych.

Bardzo znana w Polsce jest dieta kapuściana – po raz pierwszy usłyszeliśmy o niej chyba za sprawą prezydenta Kwaśniewskiego. Równie popularna jest dieta Dukana. Czy gwarantują one powodzenie odchudzania, czy trzeba na nie uważać?

Dieta Kwaśniewskiego to monodieta. Owszem, schudniemy, ale ile jesteśmy w stanie wytrzymać jedząc same potrawy na bazie kapusty? Wracając do zwyczajowego sposobu odżywiania, odbijemy utracone kilogramy. Dieta Dukana faktycznie pozwala uzyskać spektakularne rezultaty, niestety nie bez konsekwencji dla organizmu. Ilość białka w diecie dla osoby dorosłej, zdrowej, o umiarkowanej aktywności fizycznej wynosi 0,8-1,0 g na kilogram masy ciała. W diecie białkowej ilość ta sięga nawet do 4,0 g na kilogram masy ciała. Stanowi to nadmierne obciążenie dla nerek, powoduje zakwaszenie organizmu, może zaburzać pracę układu hormonalnego. Uważam, że nie warto aż tak narażać własnego zdrowia. Nie jestem zwolennikiem diet o określonej nazwie, bo nie mają nic wspólnego z zasadami racjonalnego odżywiania. Powinniśmy spożywać produkty z wszystkich grup, ilość i jakość mają największe znaczenie.

Od czego tak naprawdę trzeba zacząć, jeśli chce się zdrowo odchudzić? Zgaduję, że od badań…

Dokładnie tak. Moich pacjentów na pierwsze spotkanie proszę o zabranie aktualnych wyników badań, a jeśli ich nie posiadają, o wykonanie podstawowych takich jak: morfologia, lipidogram (cholesterol całkowity, frakcję HDL, LDL oraz trójglicerydy), stężenie glukozy, badanie ogólne moczu, a w przypadku pań również hormony tarczycy (TSH). Dla dietetyka są to ważne informacje. Co jest jeszcze istotne? Czy i jakie przyjmujemy leki lub suplementy diety – to również należy powiedzieć, często jesteśmy nieświadomi, że medykamenty, które sobie dozujemy, wchodzą w interakcje z żywnością. Ostatnia kwestia – spisany jadłospis, czyli to, co dana osoba zwyczajowo zjada i wypija (od momentu przebudzenia, do pójścia spać, z uwzględnieniem nocnego podjadania) z 2-3 dni – stanowi to naszą bazę wyjściową do dalszego działania. Na co jeszcze zwracam uwagę? Na kwestie psychologiczne i behawioralne. Często zrobienie porządku w życiu emocjonalnym, zawodowym ułatwia wprowadzenie zmian w naszych nawykach żywieniowych i tych związanych z aktywnością fizyczną. Tym zajmuję się na personalnych sesjach dietocoachingowych.

Dotąd znałam tylko jedną skuteczną metodę odchudzania – więcej ruchu. Jednak wiele osób tego wciąż nie rozumie. Łatwo się przybrało na wadze – ale zrzucanie nie nastąpi od pstryknięcia palcami.

Tak, to z gruntu mylne podejście. Bez zrozumienia i zaakceptowania faktu, że masa ciała jest wypadkową przyjmowanego pożywienia i wykonywanego wysiłku, nie jest możliwa walka z dodatkowymi kilogramami. Aktywność fizyczna (trwająca powyżej 20 minut) mobilizuje organizm do korzystania z rezerw tkanki tłuszczowej, zwiększa całkowitą przemianę materii, a co najważniejsze jest źródłem endorfin – hormonów, wpływających pozytywnie na nasze samopoczucie. Zachęcam zawsze do eksperymentowania i szukania takiego rodzaju ruchu, który będzie sprawiał i dawał nam przyjemność. Bo o to w tym chodzi – żeby dieta, redukcja masy ciała nie kojarzyła nam się z pasmem wyrzeczeń, bólu i długich godzin spędzonych na siłowni. Ponad rok temu zaczęłam swoją przygodę z bieganiem. Idealna aktywność dla tych, których harmonogram dnia zmienia się bezustannie. Możesz wyjść potruchtać o 6.00 rano, kiedy jeszcze reszta domowników smacznie śpi, naładować energetyczne akumulatory, bądź o 22.00 po całym dniu pracy. Warto zaczynać od krótkich dystansów, przeplatając marsz truchtem, dopiero z czasem zwiększać objętość i intensywność treningów.

Od czego więc należy zacząć i dlaczego tak ważna jest rozmowa z dietetykiem, zanim przystąpi się do odchudzania?

Jeśli chcemy osiągnąć trwały efekt, należy skupić się na zmianie nawyków żywieniowych i tych związanych z aktywnością. Nie ma drogi na skróty. Na obecny stan, nadmierne kilogramy często „pracujemy” latami. Utarte przyzwyczajenia, dzięki którym nasz mózg postępuje nierzadko automatycznie, trzeba przeprogramować i zmienić, dojść do przyczyny, opracować strategie działania i radzenia sobie z takimi sytuacjami jak imprezy rodzinne, firmowe, wyjazdy wakacyjne. Spotkanie z kompetentnym dietetykiem jest dobrą inwestycją.

Największym problemem są obecnie dziewczęta, które szczególnie w okresie dojrzewania czują się mniej urodziwe niż są w rzeczywistości. To one biorą pastylki na odchudzanie niewiadomego pochodzenia. Dla niektórych kończy się to tragicznie. Jak zauważyć niepokojące symptomy u swojego dziecka? Jak mu pomóc? Jak z nim rozmawiać?

Co powinno nas zaniepokoić? Nadmierne zainteresowanie dziecka dietami, kalorycznością, przygotowywanie wymyślnych potraw dla całej rodziny i ich niejedzenie, wycofywanie się z życia towarzyskiego, problemy z koncentracją uwagi, labilny nastrój (euforia przeplatająca się z nastrojem depresyjnym), pogorszenie się kondycji skóry i włosów, zaburzenia rytmu dobowego (snu). Dodatkowo nadmierny spadek masy ciała, zahamowanie wzrastania w okresie skoku pokwitaniowego, intensywne ćwiczenia fizyczne (również zaraz po spożyciu posiłku). U dziewcząt czerwoną lampką ostrzegawczą może być również brak menstruacji przez kolejne 3 cykle. Jeżeli zauważymy niepokojące symptomy, należy skontaktować się z lekarzem pierwszego kontaktu, często potrzebna jest pomoc psychologa czy psychiatry, zajmującego się zaburzeniami odżywiania. Wszystkim rodzicom, ku przestrodze polecam książkę „Kiedy jedzenie wymaga odwagi” Harriet Brown. Daje sporo do myślenia.

Reklama