Decoupage dla siebie i na prezent

Wiktoria Raczyńska
,

W sobotę Zabytkowy Tramwaj na Długiej 43 znowu przykuwał uwagę przechodniów. Tym razem odbyły się w nim warsztaty z decoupagu, czyli naklejania wzorów z serwetek na różnego rodzaju drewniane deseczki i szklane butelki. Cała sztuka w tym, aby klej nakładać od środka do zewnątrz.

– Szkoda, że nie wiedziałam o warsztatach z filcowania, które odbyły się tu dwa tygodnie temu – mówi nam  Magdalena Turek – też z chęcią bym przyszła. W moim przypadku to tylko hobby, nie jest to związane z pracą. Wcześniej próbowałyśmy trochę decoupagu z koleżanką, ale nie odbywało się to pod fachowym okiem, więc nie byłyśmy zadowolone z efektów. No i nadarzyła się okazja…

Która część pracy okazała się najtrudniejsza?

– Nakładanie kleju – przyznaje pani Magdalena. – Boję się, że to się po prostu pod pędzelkiem rozedrze. Bo my wykorzystujemy tylko jedną, tę wierzchnią, ze wzorem, część serwetki. To jest dosłownie mgiełka. Przez to jest to takie niebezpieczne.

Pani Magdalena przygotowuje obrazki w prezencie dla kuzynki do jej domku letniskowego. Sama ma już w domu pojemnik na chusteczki i szkatułkę na biżuterię. – Myślę, że po sobotnich zajęciach już spokojnie sama będę mogła coś wykonać – dodaje.

– To mój debiut – przyznaje Agata Rohde, kolejna uczestniczka warsztatów. – Koleżanka mnie namówiła. Już kiedyś interesowałyśmy się scrapbookingiem i decoupagem, więc okazja jak znalazł – mówi Agata. – To wcale nie jest trudne.

Agata przygotowuje obrazek z lawendą do powieszenia i drugi z miejscem na zdjęcie ukochanego i koniecznie bransoletkę, czyli coś dla domu i coś dla urody. Zrobienie jednej takiej rzeczy zabiera mniej więcej godzinę, choć Agata i Jagoda (z teatru improwizowanego WymyWammy działającego przy MCK) siedząca obok niej twierdzą jednym głosem, że więcej jest czekania, bo każda warstwa farby i kleju musi dobrze wyschnąć. Czasami trzeba nałożyć aż dziesięć warstw lakieru na koniec, a to już z kolei sztuka… cierpliwości.

– My tutaj robimy takie najprostsze, najłatwiejsze rzeczy – podkreśla Joanna Piekarczyk, prowadząca z niezwykłym zapałem warsztaty – czyli kładziemy białą farbę akrylową, głównie dlatego, że najszybciej schnie. Możemy kupić specjalistyczne produkty w plastycznych sklepach lub w miejscach takich, jak Castorama czy Liroy Merlin. Drewno ma najczęściej smugi, więc dla zachowania gładkości najlepiej nałożyć przynajmniej dwie warstwy farby. Dobrze jest też przetrzeć taką powierzchnię najpierw papierem ściernym czy gąbką. Następnie wycinamy z serwetki dany element, kwiatki, popularną lawendę, motylki. Taka zwykła serwetka składa się zazwyczaj z trzech warstw – nas interesuje tylko ta pierwsza, z motywem. Następnie nakładamy odrobinę kleju, najzwyklejszego wikolu w miejsce, gdzie przyłożymy serwetkę. Tak, aby ona nam się nie rozwodniła i nie rozeszła i wreszcie wycięty lub wyrwany wcześniej wzór. Już na serwetkę nakładamy kolejną warstwę kleju – od środka do zewnątrz. Całość wykańczamy lakierem. Malujemy tak długo, aż nasza serwetka wtopi się w tło, a wszystkie warstwy przejdą przez siebie. Każda warstwa musi najpierw wyschnąć, abyśmy mogli nałożyć kolejną. Potrzeba tylko czasu i chęci.

A tego w Zabytkowym Tramwaju zawsze pod dostatkiem. Atmosfera sprzyja. Panie się poznają. Łukasz, organizator całego wydarzenia, parzy kolejne kawy. Co pewien czas ktoś krzyknie: „Co robimy? WymyWammy!” specjalnie dla Jagody, której koleżanki w tym czasie szkolą kolejne pokolenia impro w Letniej Szkółce Impro w MCK. Wciągają się kolejne osoby, które weszły do tramwaju tylko po pamiątki. A za kolejne dwa tygodnie – florystyka. Zapowiadamy już dziś. Bo warto…

Reklama