Co za Down!

Wiktoria Raczyńska
,

Fantastyczny, emocjonujący, doskonale skonstruowany spektakl, pastisz na to, co wydarzyło się w Sejmie podczas strajku opiekunów osób niepełnosprawnych. Maciej Pesta w roli strażnika sejmowego w „Rewolucji, której nie było” Justyny Sobczyk na Festiwalu Prapremier Nie/obecne, po prostu obłędny!

Nie jest łatwo przygotować takie wydarzenie sceniczne, bo powiedzieć spektakl, to jak nic nie powiedzieć. Fabuła jest niezwykle wartka, szczególnie w pierwszej części – strajku w Sejmie, w drugiej zwalnia, aby oddać pola samym niepełnosprawnym z zespołem Downa. Trudno do końca przewidzieć ich zachowania, ich reakcje. Szczególnie gdy improwizują przy muzyce na żywo. Downtown Band, wspomagany przez zespół Pokusa, pokazuje ogromny dystans do siebie, ale też woła ze sceny o prawo do dostępu do kultury i życia poza murami własnych mieszkań.

Beata Bandurska i Martyna Peszko przede wszystkim konfrontują się z hejtem – pomyjami, jakimi obrzucono je – matki Polki podczas strajku. Najpierw biegają w lateksowych kombinezonach i czerwonych szpilkach po scenie, aby za chwilę w przejmującym monologu Beata Bandurska opowiadała nam o powolnym, wegetatywnym umieraniu jej syna. Czy będzie bolało? Martyna Peszko w płaszczu z napisem „Sram na litość” staje dumnie z transparentami i domaga się z pozostałymi aktorami z niepełnosprawnościami prawa do normalności. Jeden z aktorów-amatorów wymienia przymiotniki określające jego naturę, które jak echo powtarza Maciej Pesta, od czasu do czasu usuwając przed przymiotnikiem partykułę NIE lub ją dodając.

Najlepszym chyba pomysłem było obsadzenie głównego bohatera pierwszej części w roli strażnika sejmowego, bo któż by mógł o tym strajku opowiedzieć z pierwszej ręki lepiej niż on, trochę w stylu Monty Pythona, trochę szefa gangu Olsena. Temat złagodzić może tylko śmiech, przenosząc ciężar na osobę zupełnie postronną. Doskonałe rozwiązanie sceniczne. Nadmienić tutaj koniecznie trzeba, że w spektaklu wykorzystano autentyczne transparenty oraz listy wspierających w sejmie protestujących rodziców. Ich fragmenty czyta jedna z aktorek. W ogóle nie brakuje im odwagi – nie ma tutaj miejsca na tematy tabu. Jest mowa o całowaniu, seksie, jest i sam seks. Ale są i wiersze, taniec, piosenki.

Najmocniejszą stroną spektaklu jest niewątpliwie więź i porozumienie aktorów zawodowych z amatorami z niepełnosprawnościami. Wspólna praca wymaga ogromnego skupienia i kontroli scenariusza. Maciej Pesta pokazuje, jak ważna w takich momentach jest cierpliwość, bo nie sztuką jest podpowiedzieć koledze, przychodzące niekiedy z trudnością słowa, a wyczekać i dać mu siłę na przypomnienie ich sobie. Dystans do problemu jakby jeszcze bardziej nasila jego znaczenie. Nie litości, a normalności oczekują jedni i drudzy. Bo przecież posiadają takie same talenty, co my – piszą wiersze, tańczą, śpiewają.

Okupowanie Sejmu, okupili krytyką społeczną.

Okupowanie sceny kameralnej w operze, wielkimi brawami…

zdjęcie: Grzegorz Press

Reklama