Camerimage żegna się z Bydgoszczą

Wiktoria Raczyńska
,

Najpierw list otwarty do mieszkańców Bydgoszczy podpisany przez dyrektora festiwalu Camerimage Marka Żydowicza trafił do mediów, aby już chwilę po tym zareagował na niego ratusz. Marek Żydowicz żegna się w nim z miastem. Co na to wiceprezydent Bydgoszczy Michał Sztybel?

– Zmniejszenie wsparcia dla Camerimage przez Prezydenta Miasta Rafała Bruskiego nie pozwala nam na dalsze realizowanie Festiwalu w Bydgoszczy. Nie jesteśmy w stanie organizować tu Camerimage przy zaledwie 20-procentowym wkładzie Miasta do budżetu Festiwalu – pisze w liście otwartym do mieszkańców Bydgoszczy Marek Żydowicz, dyrektor Camerimage.

– Świat, który reprezentuje Marek Żydowicz kojarzy się z wysoką kulturą, pewną etykietą, a tymczasem o liście otwartym do mieszkańców Bydgoszczy dowiadujemy się z mediów. Możemy tylko wyrazić zdumienie wynikające z braku odwagi i wspomnianej kultury. I jeśli tak się traktuje partnerów komercyjnych, jak się traktuje samorządy, zresztą już trzeci z kolei, to potem faktycznie mogą być problemy, aby sponsorzy i partnerzy prywatni byli zainteresowani wsparciem dla takiego festiwalu – uważa Michał Sztybel, wiceprezydent Bydgoszczy.

Na ile aktualna pozostaje zatem oferta miasta na organizację festiwalu Camerimage w 2019 roku w Bydgoszczy, skoro Marek Żydowicz z miastem bezpośrednio się nie skontaktował?

– List otwarty dociera do wszystkich. Przyjmujemy do wiadomości, że Marek Żydowicz nie chce organizować festiwalu w Bydgoszczy, więc nie traktujmy już naszej oferty za taką, która leży na stole, bo właśnie dyrektor Camerimage odwrócił ją do góry nogami – ocenia Michał Sztybel.

Problemy w relacjach z Miastem zaczęły się w grudniu 2017 roku, gdy do mediów przedostała się informacja, że Marek Żydowicz wraz z Michałem Zaleskim, prezydentem Torunia podpisali z Piotrem Glińskim, wicepremierem i ministrem kultury i dziedzictwa narodowego list intencyjny o utworzeniu centrum festiwalowo-kongresowego w Toruniu. – Nie chodzi tutaj o samo podpisanie listu – podkreśla Michał Sztybel – ale o poinformowanie o tym Miasta dopiero post factum.

Główną przyczyną problemów z Camerimage w Bydgoszczy jest, jak uważa Michał Sztybel, nieuczciwe potraktowanie mieszkańców miasta. – Bo, poza listem intencyjnym, kolejną sprawą jest komentowanie oferty jaką przedstawiono organizatorowi – w tym twierdzenie, że (aż) 1,5 mln zł zaproponowane przez Miasto, to propozycja obraźliwa. To jawny przejaw braku poszanowania dla mieszkańców, do których te pieniądze należą. Równie obraźliwe jest twierdzenie, że Bydgoszcz nie może być w nazwie. Uzasadnianie, że nazwa byłaby za długa przywodzi na myśl wiele innych festiwali, które tego problemu nie mają.

Przypomnijmy, że Miasto zaproponowało podniesienie kwoty na organizację Camerimage w tym roku z 500 tysięcy do 1,5 mln zł. Z tego na promocję Miasta organizator miał wydać 500 tysięcy zł. Ratuszowi zależało również na uwzględnieniu miasta Bydgoszczy w nazwie festiwalu – co ważne nie wykluczano tutaj możliwości doboru innych podmiotów komercyjnych wchodzących w skład tej nazwy. Mimo tego, dyrektor Camerimage w ogóle nie chciał podjąć rozmów na ten temat. Kolejna sprawa, o którą zabiegało Miasto, to zorganizowanie wydarzeń festiwalowych wyłącznie w Bydgoszczy, z wykorzystaniem potencjału miejskich instytucji kultury. Wymaganiem koniecznym do spełnienia warunków umowy był również udział osoby nagradzanej lub nominowanej do Oskara w kategorii najlepsza aktorka/aktor oraz osób wyróżnionych Oskarem honorowym za całokształt pracy aktorskiej. Ważnym założeniem miała być również realizacja przedsięwzięcia towarzyszącego festiwalowi oraz sygnowanego jego nazwą skierowanego bezpośrednio do mieszkańców miasta.

– Tak jak zawsze uważaliśmy, że ta impreza jest potrzebna w mieście, tak nigdy nie zgodzimy się z tezą, że jej brak spowoduje upadek turystyki i zastopowanie rozwoju miasta – podkreśla Michał Sztybel. – Wszystko to, co będziemy robili w erze po Camerimage będzie służyło temu, aby każda impreza w Bydgoszczy skierowana była do wszystkich mieszkańców. Historia tych relacji, które zakładaliśmy, że są uczciwe i partnerskie nas zawiodła stąd jedną z kluczowych inwestycji jest dla nas obecnie czwarty krąg. Uważamy, że poprawienie tej infrastruktury pozwoli organizować więcej wydarzeń i przez dłuższy czas w skali roku.

– Bardzo dużo ludzi, szczególnie po tym, co zaczęło dziać się po 2017 roku, po tej negatywnej retoryce skierowanej do władz Bydgoszczy, a po podpisaniu listów intencyjnych, wspominało właśnie, że jest to festiwal hermetyczny, branżowy – mówi Łukasz Krupa, szef biura promocji miasta. – On oczywiście niesie za sobą pewną wartość marketingową, bo jest znany, rozpoznawalny, ale mieszkańcy masowo nie mogą z niego korzystać. – Tylko dopowiem, że mimo tego, że główna debata toczyła się poprzez media za sprawą dyrektora Żydowicza, bo taki sposób komunikacji właściwie wybrał, to mimo tego, odbyło się kilka spotkań roboczych. Podczas rozmów zarówno prezydent Rafał Bruski jak i wiceprezydent Michał Sztybel, mimo że uprzedzali, że kwota deklaratywna jest sztywna, to podkreślali również, że pozostałe rzeczy są negocjowalne w zakresie realizacji i dojścia do pewnego kompromisu. Także sprawa wydaje się na dzisiaj przesądzona – puentuje Łukasz Krupa.

Reklama