Bo to, co nas podnieca, to ślub

Wiktoria Raczyńska
,

Targi ślubne i komunijne, organizowane w hali „Łuczniczka” już po raz dziewiąty przez firmę Interdan, przyciągnęły tłumy, głównie jednak młode pary. Większość ze spotkanych zaplanowała to najważniejsze dla nich wydarzenie w życiu na okres letni, lipiec-sierpień. Kolejka do kasy (bilet za 8 złotych) ciągnęła się pod trybuną C daleko aż na schody. Czuliśmy się tak, jakby znowu miał być Pedro’s, a nie targi firm zajmujących się organizacją ślubów. Liczba boksów wystawienniczych też nas zaskoczyła, a podobno było ich mniej niż poprzednio.

Pojawili się właściciele firm oferujących zdjęcia, filmy, a nawet reportaże z wesela. Nie mogło zabraknąć sklepów z sukniami ślubnymi, garniturami, wszelkimi możliwymi dodatkami dla pań i panów, butami. Swoje usługi prezentowali też jubilerzy. Ku naszemu zaskoczeniu natknęliśmy się także na sprzedających fajerwerki, barmanów serwujących fikuśne drinki w nietuzinkowy sposób oraz wodzirejów z „Malibu”. Wrażenie robiły też oferty firm zajmujących się przystrojeniem sali oraz stołów, a nawet drogi pary młodej do ołtarza. Niesamowite.

O to, jak kształtują się gusta przyszłych panien młodych, zapytaliśmy Magdalenę Pokrzywiec, właścicielkę salonu sukien ślubnych „Amber”, mieszczącego się w Bydgoszczy przy ulicy Chodkiewicza 23.

– Coraz bardziej odchodzi się już od tafty, a zmierza w kierunku materiałów lżejszych, delikatniejszych takich, jak na przykład muślin lub tiul welonowy – zauważa pani Magdalena. – Panny coraz częściej też wybierają sukienki z tak zwaną koszulką. Nie chcą cały, tak ważny dla nich wieczór, poprawiać sobie ciągle obniżającego się gorsetu. Ta koszulka to bardzo delikatny, często prześwitujący, aby jednak ten gorset było widać, materiał. Wtedy rezygnuje się też z łańcuszka na rzecz długich kolczyków i bransoletki. Zdarzają się też panie, które życzą sobie nietypowe modele. Do takich, specjalnie dla klientek ściąganych projektów, należą suknie krótko-długie, przechodzące od krótkich po długość trenu. Mieliśmy też panią, która znalazła u nas wymarzoną sukienkę, ale zażyczyła ją sobie w krwistej czerwieni – i taką dostała. Coraz częściej na salony ślubne wchodzi też kolor. To są jednak głównie pastele. Na wieszaku mamy dziś na przykład sukienkę w kolorze morskim.

Panna młoda powinna mieć też welon. Biorąc pod uwagę, że większość par mieszka już ze sobą przed ślubem, a wszyscy wiemy, co symbolizuje welon, czego obecnie szukają młode panie na głowę?

– To są zdecydowanie toczki i różnego rodzaju kapelusze i kapelusiki – mówi pani Magdalena. – Toczki pasują przede wszystkim pannom z krótkimi fryzurami. Panny młode często też upinają we włosach kwiaty w kolorze sukni i delikatne stroiki biżuteryjne, które pozostają na włosach po odpięciu welonu.

Ciekawe zaskoczenie spotkało nas też przy stoisku biura podróży „My Travel”. Tu się dowiedzieliśmy, że najczęstszym miejscem ślubów za granicą par z naszego regionu jest Cypr i wyspy greckie – dla tych, którym zależy na ślubie kościelnym – oraz Mauritius – jeśli młodej parze wystarczy ślub cywilny z urzędnikiem. Jednak taka przyjemność kosztuje. Pakiet podstawowy (urzędnik, kwiaty, sesja zdjęciowa) to koszt rzędu 20 tysięcy złotych za parę. Goście przylatują na koszt własny lub pary. Natomiast największym powodzeniem, jeśli chodzi o podróż poślubną, cieszą się podobno Sri Lanka, Indie i Emiraty Arabskie. Do Sri Lanki na tydzień można polecieć już albo aż za 4 tysiące złotych – od osoby oczywiście.

Jeżeli ślub, to koniecznie musieliśmy zapytać też o obrączki.

– Obecnie 90 procent par wybiera obrączki biało-żółte, czyli z białego i żółtego złota, szerokości około 5-6 mm – mówi nam Michał Kauczor z firmy jubilerskiej „Omega” z Dworcowej 35 w Bydgoszczy. – Również około 90 procent par decyduje się na wygrawerowanie wewnątrz swoich imion i daty zawarcia związku małżeńskiego, inni wolą łacińskie sentencje. Przy 30 znakach ze spacjami można poszaleć. Mieliśmy też kiedyś niecodzienny przypadek, że klient zażyczył sobie wygrawerować „Nie cierpię teściowej”. Taką obrączkę też odebrał. Młode pary mają dziś racjonalne podejście do wydatków. Nie rzucają się na szerokie obrączki, bo złoto bardzo podrożało.

Podczas naszej rozmowy przy stoisku firmy jubilerskiej staje młoda para. Pyta o obrączki 4-milimetrowe, półokrągłe. Kiedy pada cena, narzeczeni dziwią się, że tak tanio. Michał Kauczor wyjaśnia, że jest tak dlatego, że firma jest producentem obrączek, a ponadto jeśli ktoś się zdecyduje na zakup do przyszłej środy (5 lutego), otrzyma obrączki z 15-procentowym rabatem. W tej firmie gram gotowego wyrobu kosztuje 180 złotych przy próbie złota 585 minus wspomniane 15 procent. Cena kusi młodych, tym bardziej że pan Michał proponuje również wypolerowanie pierścionka zaręczynowego gratis, tak, aby noszony na tym samym palcu z obrączką, miał ten sam kolor.

Na końcu rozglądamy się jeszcze za fotografami. Ku naszemu zdziwieniu w tłumie odnajdujemy fotoreportera „Gazety Wyborczej”, Tymona Markowskiego. Tym razem prezentuje swoje osiągnięcia w fotografii ślubnej. Przyznaje, że zajmuje się tym od roku, ale praca bardzo mu się podoba, choć wciąż się uczy. Trzeba przyznać, ze zdjęcia robią wrażenie. Fotoreporter ma dobre oko w zatrzymywaniu w kadrze ludzkich emocji – niedawno jego prace były wystawione podczas Grand Press Photo w Kulturalnej Przestrzeni Akademickiej. Pytamy, czy dla dobrego ujęcia pary młodej jest w stanie siedzieć na drzwiach jadącego samochodu – kiedyś byliśmy świadkami takiej sytuacji, a na drzwiach siedziała z aparatem w ręku kobieta.

– Fotograf powinien być dla gości wręcz niewidoczny – mówi Tymon. – Nie przeszkadzać, nie wchodzić pod nogi, nie narzucać się z obiektywem, a potem oddać w ich ręce zdjęcia pełne emocji i radości z tego wyjątkowego dnia, w pięknej ręcznie robionej oprawie – taką prezentuje nam właśnie fotograf na targach. To znowu coś innego. Piękna robota.

Wychodzimy oczarowani.

Reklama