A może by tak barterem?

Magdalena Jabłońska
,

Szafing, zamieniady, jarmarki rękodzieła – to okazje nie tylko do tego, aby kupić wyjątkowe przedmioty, ale także aby się nimi… wymienić. Czy zapłata własnoręcznie wykonanym dziełem może być sposobem na ekonomiczny kryzys? Jak i kiedy warto zastosować barter w codziennym życiu?

Założycielka bloga Motyle Duszy Katarzyna Hojan-Sitkowska swoją przygodę z rękodziełem rozpoczęła, jak większość artystów, od tworzenia dla siebie. Pierwszy ze swoich ręcznie robionych szalów z filcowanej wełny sprzedała zupełnie przez przypadek.

– Kobieta na ulicy podeszła do mnie i zapytała, gdzie kupiłam taki szal. Gdy powiedziałam, że zrobiłam go sama, koniecznie chciała go ode mnie odkupić. Zgodziłam się i musiałam zrobić sobie kolejny. Tak to się zaczęło – wspomina.

Większość artystów tworzy rękodzieło z pasji. Zarabianie na swoich wyrobach to tylko dodatkowy „efekt uboczny”. Każdy ręcznie robiony przedmiot ma swoją wartość, choć nie zawsze przekładaną na pieniądze. Skąd bierze się coraz bardziej popularna wymiana „barterowa” wśród rękodzielników?

– Z potrzeby i chęci osób, które się znają i cenią twórczość swych znajomych – uważa Katarzyna Hojan-Sitkowska. – Gdy chcę kupić coś wyjątkowego, najpierw szukam tego wśród moich znajomych. Wolę kupić coś od kogoś, kogo prace znam i wiem, że dana rzecz nie zawiedzie moich oczekiwań. Co ciekawe, kiedy pytam o cenę, bardzo często w odpowiedzi słyszę – „wymieńmy się”. Często jest to więc inicjatywa płynąca z drugiej strony. Wymieniamy się znając wartość swoich dzieł. To podstawa – dodaje.

Katarzynie Hojan-Sitkowskiej zdarzyło się już więc wymienić szalik za szydełkowanego misia, biżuterię dla siebie, a nawet… za naprawdę auta u mechanika, który akurat zastanawiał się nad prezentem dla żony. Czy barter w rękodziele może być więc sposobem na oszczędność w czasach, gdy nie zawsze stać nas na kupno jakiegoś przedmiotu tylko dlatego, że nam się on podoba?

– Nie, ponieważ oszczędność polegałaby na tym, że otrzymaliśmy więcej niż wartość wykonanego przedmiotu. Gdy wymieniam się na przedmioty, zawsze daję coś, co ma zbliżoną wartość. Wiem, ile czasu wymaga przygotowanie danego przedmiotu, jaki wysiłek został w ten proces włożony oraz jaki był koszt kupna materiałów. Myślę, że tak naprawdę wszystko jesteśmy w stanie wymienić bez płacenia gotówką. To kwestia porozumienia obydwu stron, czasem prostego komunikatu. Na pewno warto próbować – uważa Katarzyna Hojan-Sitkowska.

Choć jarmarki i kiermasze służą prezentacji oraz sprzedaży produktów rękodzielniczych, to zawierane tam znajomości często skutkują wzajemną wymianą.

– Spotkałam się z tym, między innymi, na Święcie Śliwki – mówi Małgorzata Lewandowska. – W imprezie brałam udział dwa razy, jako wystawca własnoręcznie wykonanych lampionów i świec decoupage. Pewnego razu dostaliśmy sporo miodu, wędlin i kiełbas od sąsiadujących z nami wystawców. W zeszłym roku obok miał stoisko pan sprzedający czosnek z własnej uprawy. Zaproponował nam wymianę lampionów za piękny warkocz czosnku, który, z tego co pamiętam, kosztował blisko 50 złotych. Generalnie na jarmarkach rzeczywiście są tego typu wymiany, bo jednak wystawcy spędzają tam minimum cały dzień, więc nawiązuje się znajomości i na koniec taki „barter” jest czymś normalnym – dodaje. Jednak, jak zauważa nasza rozmówczyni, na wymianę towar za towar najczęściej decydują się producenci żywności.

– Poznałam masę osób również z branży mojego rękodzieła i nigdy nie zdarzyło mi się z kimś wymienić. Raz na jednym kiermaszu spodobała mi się bluzka i zaproponowałam wystawiającej ją dziewczynie, aby wymieniła się za lampion. Dodam, że koszt mojego lampionu był wyższy niż cena jej bluzki, a zgodziła się dopiero po moich namowach. Być może w dużych miastach jest to popularniejsza forma, ludzie tworzą tam bardziej zwarte środowiska. Jeśli chodzi o rękodzieło, to, by coś zrobić, musisz mieć materiały, a do tego wykonanie danej rzeczy zajmuje jakiś czas. Oczywiście, tworzysz z pasji, zamiłowania i nie zaszkodzi raz na jakiś czas się czymś wymienić, ale z drugiej strony, chcielibyśmy, aby poniesione koszty się zwróciły – dodaje Małgorzata Lewandowska.

Joanna Nowakowska, mama 2-letniego Olka, wymienia się ubrankami i zabawkami dziecięcymi.

– Kilka razy brałam udział w zamieniadach, zdarzało mi się też korzystać z portali internetowych dla osób zamieniających się. W czasie, kiedy dzieci szybko wyrastają z ubrań, zamiana jest świetnym pomysłem na zyskanie nowych rzeczy, a jednocześnie daniem drugiego życia ubrankom, których już się nie potrzebuje. Najczęściej wymieniamy kurteczki, kombinezony, spodnie i bluzy, niekiedy buciki. Można też wymieniać się na zabawki. Grunt to porozumienie co do wartości konkretnych przedmiotów – mówi Joanna Nowakowska.

Reklama