A duszę Herkulesa na Olimp uniosła rakieta…

Marek Tomaszewski
,

Reżyser, dodajmy od razu również autor scenografii i kostiumów, Nigel Lowery, przeniósł barokowe arcydzieło Georga Friedricha Haendla o ostatnich dniach życia i śmierci mitycznego herosa Herkulesa w scenerię średniowiecznej Anglii. Finał XXV Bydgoskiego Festiwalu był zatem połączeniem wspaniałej muzyki Haendla, libretta angielskiego księdza Thomasa Broughtona, czerpiącego z mitologii i literatury antyku, z wyobraźnią reżysera, czego zwieńczeniem było wysłanie duszy Herkulesa na Olimp… rakietą.

Barokowa opera „Herkules” Haendla w wykonaniu Nationaltheater Mannheim (Niemcy) zamykała tegoroczny Bydgoski Festiwal Operowy. Najsłynniejszym dziełem Haendla jest, oczywiście, jego oratorium „Mesjasz”. Opowieść o greckim herosie jest jednym z mniej znanych jego utworów. Jednak współcześni krytycy nazywają „Herculesa” najpiękniejszym z klejnotów w Haendlowskiej koronie, szczytem teatru muzycznego.

To opowieść o Herkulesie, który wracając z wojny przywozi do domu piękną brankę – księżniczkę lolę, co wywołuje zazdrość jego żony Dejaniry. Chcąc przywrócić miłość męża Dejanira sięga po koszulę, którą swego czasu ugodzony śmiertelnie strzałą przez Herkulesa centaur Nessus jej podarował. Centaur, chcąc zemścić się na herosie, zapewnił ją, że koszula zanurzona w jego krwi jest talizmanem, który sprawi, że małżonek będzie jej wierny. Okazuje się, że po jej założeniu Herkules umiera w męczarniach i trafia na Olimp. Tymczasem piękna lole zostaje żoną syna Herkulesa – Hyllusa.

Ten muzyczny dramat dla jednych będzie muzyczną ucztą, spotkaniem ze wspaniałą muzyką Haendla, dla innych poszukiwaniem jakichś głębszych, psychologicznych treści w libretcie, motywów, którymi kierowała się Dejanira: zazdrości, czy być może nieuzasadnionego i w dodatku zakończonego tragicznie poczucia zdrady… Można się tu dopatrzeć też innych motywów – upokorzenia Dejaniry, poprzez sprowadzenie przez Herkulesa pięknej branki do domu.

„Herkules”, z którym Nationaltheater Mannheim przyjechał do Bydgoszczy, to jednak spektakl pełen dość zaskakujących rozwiązań scenicznych i kostiumowych. Antyczna historia dzieje się w średniowiecznym mieście, Herkules występuje w rycerskiej zbroi, ale z maczugą, nieodłącznym atrybutem tego greckiego herosa, czy w końcu wspomniana już rakieta eksportująca duszę Herkulesa na Olimp…

Muszę jednak przyznać, że Herkules w roli rycerza, wymachujący maczugą, a  nie mieczem, co, myślę, byłoby w tym przypadku trzymaniem się wymyślonego przez reżysera konceptu, wygląda dość groteskowo. Tak samo chór w kostiumach z epoki, śpiewający na tle ulatującej rakiety. Mimo wszystko jednak te pomysły sceniczne „rozjaśniają” jakby dramatyczną i dość mroczną historię mitycznego herosa i jego nieszczęsnej małżonki.

Porywa przede wszystkim piękny głos Cornelii Zink, wcielającej się w rolę branki lole, córki króla Oechalii, którego zabija Herkules. Niesłychanie czysto wykonane przez nią partie solowe, ale także w duetach, na przykład w partii z Mary-Ellen Nesi (Dejanira), koloratury, są perfekcyjne. Podobać się mogła także mezzosopranistka Mary-Ellen Nesi, chociaż niekoniecznie akurat w ostatniej arii Dejaniry, kiedy ta uświadamia sobie, co uczyniła, dając szatę centaura Herkulesowi. Scena w każdym razie przejmująca.

W męskie role – Herculesa i jego syna Hyllusa – wcielili się ciekawie aktorsko i wokalnie Reuben Willcox i David Lee. Wrażenie robią też partie chóralne.

Jeżeli jednak ktoś poczuł się zaskoczony taką wersją wystawienia „Herkulesa”, z pewnością zrekompensowała mu to piękna barokowa muzyka. O charakterystyczne Haendlowskie brzmienie orkiestry Nationaltheater Mannheim zadbał Bernhard Forck, koncertmistrz Akademii Muzyki Dawnej w Berlinie i kierownik muzyczny Händel-Festspielorchester Halle.

zdjęcie: Hans Jörg Michel/ materiały NTM

Reklama